Czy ich lubiłam? Nie za bardzo. Chociaż powinnam. Czemu? Bo to elita naszego „kochanego” gimnazjum. Wszyscy ich uwielbiali. Celinka, Franek i Maurycy. Taki trójkącik.

Chodzili prawie zawsze w tych białych T-shirtach i jeansach, jak jacyś lekko niepełnosprawni umysłowo. Wielokrotnie się zastanawiałam, skąd oni brali tyle tych białych podkoszulek. Zawsze nienagannie czyste, jak równe zęby, ukazywane w promiennym i szerokim uśmiechu.

Cela, Franek i Maurycy jeździli na deskorolkach. Brali udział w milionach zawodów, grali w reklamach sklepów dla skaterów, a ćwiczyli w pobliskim parku, do którego niestety chodziłam prawie zawsze na spacery z Amandą, moją suczką.

Cela była śliczna, nosiła kasztanowe włosy związane w kucyk i szeroki uśmiech na twarzy. Czytając to, możecie sobie myśleć, że przemawia przeze mnie zazdrość. Tak rzeczywiście było, ale tylko do pewnego momentu. Teraz mam trzydzieści lat, dwuletnie dziecko, dom i męża, i tak mi się zebrało na wspomnienia ze szkolnych lat. No, ale wracając do historii…

Franek też był brunetem. Krótko ostrzyżonym, z wytrenowanymi mięśniami. Obiekt westchnień mnóstwa dziewczyn. Ale Franek miał dziewczynę. Odkąd pamiętam, chodził z Celą. Wszystkie jej zazdrościły, nie tylko popularności, na dodatek ekstra chłopaka.

Maurycy nosił włosy prawie do ramion, ignorując uwagi nauczycieli, że może by poszedł do fryzjera. Lubił siebie i swoją zwariowaną osobowość, i to mu przysparzało wielu wielbicielek, z czego on niewiele sobie robił, bo od dawna kochał się w Celi. Jednak, co ciekawe, nie toczył z Frankiem sporów na tym tle. Bardzo się lubili, byli prawdziwymi przyjaciółmi, znaczy Franek z Maurycym. Maurycy, spytany o swoje nieszczęśliwe zakochanie, odpowiadał: „Cela jest dziewczyną Franka. Dla mnie na zawsze pozostanie tylko przyjaciółką”. Ładnie z jego strony, prawda?

Często spotykałam ich w parku, jak jeździli po chodniku na deskach. Przepisowo w ochraniaczach i kaskach.

Czemu ich nie lubiłam? Bo im zazdrościłam. Zwłaszcza Celi, że jest obiektem powszechnego męskiego zainteresowania, a do tego jest ładna, zgrabna, ma prawdziwych przyjaciół, co lepszy sklep dla skaterów ma jej zdjęcie w swoich reklamach. Też chciałam tak żyć. Ale niestety. Jak na złość, nie miałam chłopaka wtedy, kiedy był mi najbardziej potrzebny, czyli w gimnazjum. Alana, mojego obecnego męża, poznałam dopiero w pierwszej klasie liceum.

Czemu to wszystko piszę? Dla dziewczyn, które mają kompleksy, że są mniej sławne, mniej zgrabne, mają mniejsze powodzenie od innych. Bo role jeszcze niespodziewanie mogą się odwrócić.

Otóż, kiedy skończyliśmy gimnazjum, poszłam do najbliższego liceum, do klasy biologiczno – chemicznej. Chciałam być lekarzem pediatrą, więc moim jedynym celem było dostanie się na studia i, oczywiście, znalezienie chłopaka.

Kiedy byłam załamana po trudnej klasówce z chemii, którą zawaliłam, niespodziewanie odezwała się Cela. Miałyśmy swoje numery telefonów, bo kiedyś brała ode mnie lekcje, jak nie było jej w szkole.

Czy widziałam ich najnowszą reklamę? Nie? To niech kupię gazetę „SkateStar”.

Cóż zrobić? Poleciałam do „Empiku”, bo mieszkałam blisko niego, i kupiłam „SkateStar” za całe dziesięć złotych. Na okładce widniało zdjęcie Franka, Celi i Maurycego, roześmianych, w parku, z ochroniarzami na rękach, z butelkami wody w dłoniach. Byli w jeansach i białych T – shirtach, żywo gestykulowali i trzeba było przyznać, że pozowali zupełnie naturalnie. Jakby ktoś uchwycił tę scenkę z ukrycia, kiedy oni nawet nie wiedzieli, że są fotografowani.

Oddzwoniłam do Celi, pogratulowałam świetnej reklamy i jakoś tak, od słowa do słowa, zaczęłyśmy gadać naprawdę szczerze. Po tej rozmowie wycięłam zdjęcie z okładki „SkateStar” i przypięłam sobie do tablicy korkowej. Czułam, że znalazłam bratnią duszę.

Dwa miesiące później, gdy już byłyśmy przyjaciółkami, spotkałyśmy się. Cela zaprosiła mnie do siebie.

Była w czarnej, plisowanej spódniczce i szarej bluzie z Myszką Miki. Zapamiętałam to, bo pierwszy raz widziałam ją ubraną inaczej, niż w biały T – shirt i jeansy.

Było świetnie. Zostałam u niej na noc, pogadałyśmy naprawdę długo.

Około miesiąc później zaczęła się ta zamiana ról, o której pisałam wcześniej.

Związek Celi z Frankiem rozpadł się z hukiem. Pisali o tym nawet w „SkateStar” i paru innych gazetach.

Pokłócili się o błahostkę, że niby Cela zrobiła gorzej, niż zwykle jakiś trik na desce. Wyciągali sobie coraz to nowe sprawy, aż w końcu uznali, że całe to uczucie, które było między nimi przez parę ładnych lat – prysło. Franek się pożegnał i od tej pory spotykają się tylko na treningach i na sesjach zdjęciowych do reklam.

Myślałam, że wtedy Maurycy zajmie miejsce Franka, ale Cela powiedziała, że on już ma dziewczynę, konkretnie jakąś Milenę, biedną, z wielodzietnej rodziny, którą na dodatek spotkało takie nieszczęście, że jej ojciec zmarł.

No powiedzcie, czy kiedykolwiek pomyślelibyście, że taki gość, jak Maurycy zainteresuje się biedniejszą od siebie sierotą? No nie. Przynajmniej ja, jak myślałam „dziewczyna Maurycego”, to od razu widziałam jakąś bogatą laskę, najlepiej modelkę.

Natomiast, kiedy Cela ubolewała po rozstaniu z Frankiem, ja zaczęłam być obiektem męskiego zainteresowania. Zakochali się we mnie trzej faceci, w tym mój obecny mąż, Alan. I wszyscy naraz mi się pooświadczali.

I co? Niezła zamiana ról, prawda?

W każdym razie, minęło tyle czasu, a my z Celiną dalej się przyjaźnimy. Ona wyszła za mąż za zupełnie zwykłego studenta architektury krajobrazu, który się w niej zakochał i łaził za nią jak wierny piesek. Ma z nim trójkę dzieciaków, trojaczki. I jest bardzo szczęśliwa.

Franek ożenił się z osobą X, że tak powiem, bo nie wiem, z kim, wiem tylko, że zaraz po ślubie wyjechali do Kanady.

Maurycy w końcu został przy Milenie i teraz ona jest najwspanialszą matką i żoną, jaką można sobie wyobrazić, poza oczywiście mną i Celą.

Podsumowując, dziewczyny, to, że ktoś jest od was lepszy (w waszej opinii), wcale nie oznacza, że zawsze taki będzie. Wy również jesteście tak samo wyjątkowe, jak modelki, aktorki, czy sportsmenki. Mnie parę lat zajęło, żeby zrozumieć, że wcale nie jestem gorsza od Celi. A powiedzcie sami, czy warto w ogóle było wątpić?

komentarzy 6.

  1. Karolina pisze:

    A lovely short story that appeals to the teenager in all of us.

  2. Karolina pisze:

    Natalia, super opowiadanie! Wybrałaś na temat bardzo aktualny problem wielu nastolatek. Po co popadać w kompleksy, przejmować się tym, co może myślą o mnie inni, skoro najważniejsze jest po prostu bycie sobą!

  3. Anika pisze:

    Ciekawie napisane.

Napisz komentarz