Niebo to, wedle nauki Kościoła Katolickiego, doskonałe życie z Trójcą Świętą, komunia życia i miłości z Nią, z Dziewicą Maryją, aniołami i wszystkimi świętymi. Szczęście w Niebie, obrazowo przedstawianym jako Dom Ojca czy też Uczta Niebieska, polega na „byciu dopuszczonym do widzenia Boga”.

W utworze „Pieśń nad pieśniami”, włączonych do Ksiąg Pisma Świętego, zjednoczenie duszy człowieka z Bogiem porównywane jest do miłosnego spotkania Oblubienicy i Oblubieńca: „Jam miłego mego, a mój miły jest mój, on stado swoje pasie wśród lilii”.

W Ewangelii według św. Łukasza Pan Jezus porównuje Niebo do wiecznej uczty: „Dlatego i ja przekazuję wam królestwo, jak mnie przekazał je mój Ojciec: abyście w królestwie moim jedli i pili przy moim stole oraz zasiadali na tronach, sądząc dwanaście pokoleń Izraela” (Łk. 22,29 – 30).

Święty Jan w Apokalipsie pisze o Niebie w taki sposób: „A nie potrzeba im światła lampy, ani światła słońca, bo Pan Bóg będzie świecił nad nimi i będą królować na wieki wieków” (Ap. 22,5).

Z kolei święty Paweł w „Hymnie o miłości” pisze: „Teraz widzimy jakby     w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś ujrzymy twarzą w twarz. Teraz poznaję po części, wtedy zaś będę poznawał tak, jak sam zostałem poznany” (1 Kor. 13,12).

Ludzie we wszystkich epokach próbowali sobie wyobrażać, czym jest Niebo. Czy w ogóle istnieje? Jeżeli tak, to gdzie jest? Czy na górze, ponad nami, czy też może Niebem jest wszystko wokół nas? Na te pytania odpowiedzi próbowali udzielić poeci i pisarze w swoich utworach.

Jednym z przykładów wizji Nieba w literaturze jest powieść „Oskar i pani Róża” autorstwa Erica – Emmanuela Schmidta. Wszystkie wydarzenia opisywane są z punktu widzenia Oskara, dziesięcioletniego, chorego na białaczkę chłopca, w formie listów do Pana Boga. Oskar, z dziecięcą prostotą, zadaje wszystkie pytania dotyczące życia i cierpienia.

Gdy pani Róża powiedziała Oskarowi o Bogu, pomyślał sobie, że to ktoś   w rodzaju Świętego Mikołaja, w którego już od dawna przecież nie wierzył. Jednak, za radą ulubionej wolontariuszki, zaczyna pisać listy do Boga, w których opisuje przejścia w szpitalu; żali się na to, że kiedy zaczyna mówić o śmierci, wszyscy jakby głuchną, jest to dla nich temat tabu: „[…] – Ale dlaczego nie powiedzą mi po prostu, że umrę?

Wtedy Bekon zareagował jak wszyscy w szpitalu: ogłuchł. Jeśli w szpitalu powiecie coś o umieraniu, nikt nie usłyszy. Możecie być pewni, że powstanie jakaś dziura powietrzna i zaczną mówić o czym innym. Wypróbowałem to ze wszystkimi. Oprócz cioci Róży”.

Oskar ma też ogromny żal do rodziców, że nie mieli odwagi do niego przyjść i powiedzieć mu, że umrze, porozmawiać o śmierci.

Ciocia Róża stara się wprowadzić chłopca w świat wiary. Zabiera go do kaplicy na terenie szpitala; Oskar ufa, że to właśnie jest dom Boga. Dziwi się na widok obrazu „Ecce Homo” i z dziecięcą prostotą wyraża swoje wątpliwości, czy to na pewno jest Bóg. Bo czy Bóg dałby się tak potraktować? Ciocia Róża przeprowadza z Oskarem bardzo trudną dla niego rozmowę, o sensie cierpienia, o cierpieniu fizycznym i psychicznym. I o tym, gdzie trafia się po śmierci: „ – Ludzie boją się umierać, bo odczuwają lęk przed nieznanym. Ale właśnie, co to jest nieznane? Proponuję ci, Oskarze, żebyś się nie bał, żebyś był ufny. Spójrz na twarz Pana Boga na krzyżu: znosi cierpienie fizyczne, ale nie cierpi duchowo, bo ufa”.

W powieści „Oskar i pani Róża” nie pada żadna definicja Nieba, ale jednak wyraźnie czuć, co wolontariuszka chce przekazać chłopcu. Że nie ma się czego bać, bo Bóg jest z nami, widzi nas i kocha…

Kolejnym przykładem wizji Nieba w literaturze jest książka „Niebo istnieje… naprawdę” autorstwa Todda Burpo oraz Lynn Vincent. Akcja, odwrotnie niż w „Oskarze i pani Róży” przedstawiona jest z punktu widzenia Todda Burpo, ojca niespełna czteroletniego Coltona.

Powieść zaczyna się od opisu przejść Todda, który w ciągu krótkiego okresu przeżył kilka bardzo ciężkich chorób: złamanie nogi, kamica nerkowa       i diagnoza raka sutka.

Todd (który piastował funkcję pastora) i cała jego rodzina byli wierzący, więc cały czas się modlili. Kiedy w końcu Toddowi udało się wyzdrowieć, okazało się, że całą rodzinę czeka kolejna, stokroć cięższa próba…

Colton nagle zaczął wymiotować i wysoko gorączkować. Lekarz pierwszego kontaktu zdiagnozował grypę żołądkową. Rodzice w to uwierzyli, tym bardziej, że ich drugie dziecko, córka Cassie, również nie czuła się najlepiej.

Jednak po paru dniach Cassie wróciła do zdrowia, a Colton nadal wymiotował, z dnia na dzień coraz bardziej chudnąc i marniejąc.

W końcu Todd i jego żona Sonja pojechali z Coltonem do szpitala               w miejscowości Imperial. Lekarz zatrzymał chłopca na oddziale, wykluczając możliwość zapalenia wyrostka robaczkowego.

Po jakimś czasie Todd i Sonja zdecydowali się na wypisanie synka ze szpitala w Imperial i zabranie go do szpitala w North Plate. Oboje rodzice byli przerażeni. Nad ich ukochanym, malutkim synem wisiało widmo śmierci…

W North Plate wykonano badanie tomograficzne, które wykazało pęknięcie wyrostka robaczkowego. Colton natychmiast został poddany operacji, jednak jego narządy wewnętrzne były tak zainfekowane trucizną, że lekarze nie dawali mu zbyt wielkich szans na przeżycie.

Jednak Colton przeżył. Kiedy minął tydzień od powrotu chłopca ze szpitala do domu, Todd i Sonja otrzymali pocztą rachunki, opiewające na kwotę około dwudziestu trzech tysięcy dolarów. W większości były to rachunki za usługi medyczne. Todd był załamany. Nie mieli przecież takich pieniędzy.

W tym momencie do pokoju, w którym siedzieli rodzice, wszedł Colton. Powiedział: „- Tato, Pan Jezus wyleczył mnie, używając rąk doktora O’Hollerana. Musicie mu zapłacić”.

Był to pierwszy taki epizod. Ale już niedługo miały miejsce kolejne…

„- Tato, wiedziałeś, że Jezus ma kuzyna? Powiedział mi, że to ten kuzyn Go ochrzcił. […] Nie pamiętam już, jak się nazywał. Ale jest bardzo miły”.

Colton opisywał wygląd Jezusa w najdrobniejszych szczegółach, twierdził, że podczas operacji „umarł”, widział, co jego rodzice robili w tym czasie. Twierdził, że odwiedził Niebo. Że widział tam zmarłych ze swojej rodziny, a także swoją siostrę, która zmarła przed urodzeniem. Najbardziej niezwykłe było to, że Colton nigdy nie wiedział, iż jego mama była w ciąży trzeci raz, ponieważ Sonja poroniła dziecko we wczesnym etapie życia płodowego.

Niezwykle realny opis Nieba dokonany przez Coltona, stopniowo ukazujący się oczom Todda, stał się podstawą nowej drogi życiowej dla jego rodziców, którzy od tej pory jeżdżą po świecie i przekonują, że Niebo istnieje… naprawdę, wlewając w serca wielu ludzi nadzieję.

Z kolei w powieści Astrid Lindgren „Bracia Lwie Serce” również nie pada wprost żadna definicja Nieba, ale raczej jest ona opisywana przez całą książkę.

Na początku, w pierwszych kilku rozdziałach, poznajemy dwóch braci – Jonatana i Karola, zwanego Sucharkiem. Karol jest młodszy, a do tego chory – wszyscy w okolicy wiedzą, że do końca życia zostało mu już niedużo czasu. Pewnego dnia, Jonatan zdradza mu tajemnicę – że po śmierci trafia się do Nangijali. Łatwo można wywnioskować, iż chłopcy wyobrażali sobie Nangijalę jako Niebo: „ – Nangijala? – zapytałem. – A gdzie to jest?

Wtedy Jonatan powiedział, że nie wie dokładnie, że gdzieś po drugiej stronie gwiazd. I zaczął opowiadać o Nangijali w taki sposób, że miało się prawie ochotę natychmiast tam pofrunąć.

– Tam są jeszcze czasy ognisk i bajek – dodał. – To ci się spodoba.

Mówił, że z Nangijali pochodzą wszystkie bajki, bo właśnie tam takie rzeczy się dzieją, i ten, kto się tam znajdzie, ma przygody od rana do wieczora, a nawet     w nocy.

– Wiesz, Sucharku – mówił. – to będzie coś innego, niż leżeć tu i kaszleć, i chorować, i nigdy nie móc się bawić.

[…] Wtedy Jonatan powiedział, że w Nangijali nie ma czasu w takim sensie, jak tu na ziemi. Gdyby żył nawet dziewięćdziesiąt lat, to mnie by się wydawało, że minęły najwyżej dwa dni. Bo tak jest, jak nie ma prawdziwego czasu”.

Jednak to Jonatan pierwszy umarł. Zginął w czasie pożaru, ratując młodszego brata.

Dwa miesiące później, zmarł Karol.

Przez prawie całą książkę autorka opisuje perypetie bohaterów już  w Nangijali; bardzo przejmującą walkę dobra ze złem. Można z tego wywnioskować, że tak naprawdę Nangijala nie była wyobrażeniem Nieba, tylko czegoś pośredniego… Może czyśćca? Na samym końcu książki obaj chłopcy „ponownie umierają” i trafiają do… Nangilimy. Tak naprawdę, to chyba Nangilima była obrazem Nieba. I Jonatan, i Sucharek byli tam bardzo szczęśliwi, a czas rzeczywiście nie płynął im tak, jak na ziemi.

Inna powieść, a właściwie zbiór opowiadań, autorstwa Astrid Lindgren przedstawia wizję Nieba w inny sposób.

W opowiadaniu, od którego pochodzi tytuł książki – „Południowa Łąka”, występuje dwoje dzieci – siostra i brat (Anna i Mattias). Rodzeństwo zostało osierocone w bardzo młodym wieku; dziećmi zajął się pewien gospodarz z miejscowości Myra. Lecz nie traktował ich dobrze. Wręcz przeciwnie; wykorzystywał Mattiasa i Annę do pracy w gospodarstwie. Pozwalał im tylko chodzić do szkoły w zimie.

Pewnego dnia, gdy rodzeństwo wracało ze szkoły, nadleciał mały, śliczny ptaszek. Dzieci poszły za nim i dotarły do krainy, która nazywała się Południowa Łąka: „I Mattias wziął ją za rękę i wprowadził przez furtkę. Do tej wiecznie wiosennej Południowej Łąki, gdzie pachniały delikatne listki brzozy, gdzie mnóstwo małych ptaszków śpiewało i świergotało wśród drzew, gdzie dzieci puszczały swoje łódeczki z kory w wiosennych strumykach i rowach, i gdzie Matka stała na łące i wołała:

– Chodźcie, wszystkie moje dzieci!”.

Autorka biografii Astrid Lindgren, Margareta Stromstedt, pisała: „To nie do królestwa śmierci zostają otwarte wrota w dniach nędzy dla głodnych dzieci z Myry, tylko drzwi do szczęśliwego dzieciństwa, które powinny były mieć, a którego nigdy nie zaznały, dzieciństwa dającego wolność i poczucie bezpieczeństwa”.

Wizja Nieba skojarzona jest z bezpiecznym, szczęśliwym dzieciństwem: „A tam puszczali swoje łódeczki z kory, wycinali sobie świstawki, budowali domki do zabawy na zboczach i codziennie Matka dawała im tyle jedzenia, ile tylko chcieli”.

Problem życia i tego, co czeka nas po śmierci, nurtuje każdego człowieka. Dlatego tak liczne są przykłady w literaturze, w których możemy doszukać się osobistej wizji Nieba. I to zarówno u autorów, którzy są wierzący, jak i u tych niewierzących w Boga. Wizja ta kojarzy się wszystkim ze szczęściem, bezpieczeństwem i radością, która już nigdy nie przeminie. Co więcej, niektórzy sądzą, że Niebo zaczyna się już teraz, na Ziemi, i że zależy od tego, w jaki sposób żyjemy, jakich wyborów dokonujemy.

Niektórzy utożsamiają Niebo z prawdziwym poznaniem Boga i Jego planów wobec nas.

Ale we wszystkich przykładach z literatury jest jedna rzecz niezmienna: na osiągnięcie Nieba mają szansę wszyscy. Od chorych i cierpiących po zdrowych i pięknych, od małych dzieci po starców, od uciśnionych po żyjących pełnią życia… A być może już teraz, chociaż po części, wszyscy w nim żyjemy? Każdy człowiek musi udzielić sobie sam odpowiedzi na to pytanie, które ukierunkuje całe jego życie.

„Podział na ziemię i niebo/ to nie jest właściwy sposób myślenia o tej całości” – niech te słowa Wisławy Szymborskiej staną się dla każdego inspiracją do zadawania pytań i poszukiwania własnego klucza do Nieba…

Napisz komentarz