Wczoraj powiedziałam, że z Book Tagami nie można przesadzać, bo wiadomo – co za dużo, to niezdrowo. Ale dzisiaj rano wpadłam na pewien pomysł… Na fanpage’u „Mądrego Pisania” na Facebooku ogłosiłam #BookTagChallenge, polegający na wstawianiu Book Tagów codziennie przez parę dni. Pomysły na owe tagi czerpię od pewnych blogerów, którzy zgodzili się udostępnić mi swoje pomysły. Na pierwszy ogień idzie… Tea Book Tag (inspiracja od Karoliny z http://lubieczytacrano.blogspot.com)! Miłośnicy herbaty, coś dla Was. Zapraszam do czytania!

1. Czarna herbata, czyli mój ulubiony klasyk.

Miałam okazję czytać sporo klasyków. Świetnie bawiłam się przy „Zemście” Fredry, jak również przy „Ślubach panieńskich”. Uwielbiam „Opowieść wigilijną” Dickensa. „Świętoszek” i „Skąpiec” Moliera też są cudowne. „Syzyfowe prace” Żeromskiego i „Dzieje Tristana i Izoldy” Bediera bardzo dobrze mi się czytało, a jeszcze lepiej o nich rozmawiało.

2. Zielona herbata, czyli książka tak nudna, że przy jej czytaniu zasnęłam.

Jestem wytrzymała, nie zasnęłam chyba jeszcze przy żadnej książce, może jako małe dziecko, kiedy mama czytała mi na dobranoc. Ale jeśli chodzi o powieści bardzo nudne, to wymieniłabym tutaj „Lorda Jima” Conrada. Z perspektywy czasu patrząc, wiem, że ta lektura jest wartościowa, ale podczas czytania zdecydowanie mnie nie wciągnęła.

3. Czerwona herbata pu-ehr, czyli książka, w której bohaterowie cały czas się przemieszczają. 

Hmm… Tutaj pasuje mi „Ogniem i mieczem” Sienkiewicza. Bohaterowie przez większość książki podróżują i prowadzą bitwy w odległych miejscach.

4. Herbata oolong, czyli książka, której poświęca się zbyt mało uwagi. 

„Dziewczyna z drużyny” Mirandy Kenneally. Natknęłam się na nią zupełnym przypadkiem i nie żałuję ani jednej chwili spędzonej z tą książką. Jest świetna, a główna bohaterka absolutnie skradła moje serce. Powieść porusza wiele ważnych tematów, takich jak nieakceptowanie pasji przez rodziców, czy pomijanie kobiet w zawodowym sporcie. Jako bonus dostajemy oryginalnie przedstawiony wątek miłosny.

5. Biała herbata, czyli książka niezasłużenie popularna.

Według mnie jest to „D.U.F.F.” Kody Keplinger. Książka po prostu niesmaczna i niemająca praktycznie nic wspólnego z filmem. A szkoda, bo film zdecydowanie lepszy.

6. Herbata yerba mate, czyli książka, przy której trzeba przebrnąć przez pierwsze rozdziały, aby akcja się rozwinęła.

Od razu na myśl przyszły mi książki Henryka Sienkiewicza. Po którąkolwiek się nie sięgnie – pierwsze strony to męczarnia. Reszta zdecydowanie lepsza.

7. Herbata ziołowa, czyli książka, którą czytano mi na dobranoc, gdy byłam mała.

To było już dość dawno, więc ciężko mi sobie przypomnieć, co to dokładnie była za książka. Ale na pewno uwielbiałam całą serię o Franklinie, którą zresztą do dzisiaj darzę sympatią.

8. Herbata owocowa, czyli moja ulubiona lekka książka.

Cóż, znam dużo lekkich książek, ale ostatnio moją ulubioną jest „Błękit” Lisy Glass. Chociaż, jak się tak zastanowić, momentami nie jest ona wcale taka lekka.

9. Iced tea, czyli książka, która zmroziła mi krew w żyłach.

Na ogół nie czytuję horrorów i kryminałów, bo po prostu nie lubię się bać. Ale parę lat temu, kiedy zaczytywałam się w Sherlocku Holmesie, przeraziła mnie jedna z licznych części tej serii. Wydaje mi się, że była to „Dolina Strachu”, ale nie mam pewności. Drugą książką, która już na samym początku zmroziła mi krew w żyłach i przez to nie katowałam się dalszym jej czytaniem, to „Wielka czwórka” Agathy Christie. Brr.

 

Na dzisiaj to już wszystko! Zachęcam Was również do spróbowania #BookTagChallenge. Dajcie też znać, jakie książki umieścilibyście w poszczególnych kategoriach 😀 !

Napisz komentarz