Zapraszam serdecznie do przeczytania wywiadu z Agnieszką Pruską, autorką licznych książek kryminalnych, w tym „Zwłoki powinny być martwe”, „Żeglarz”, „Hobbysta”, „Literat”.

 

  1. Jakie były początki Pani pisarskiej kariery?

Pierwszą książką, a właściwie całą trylogią, jaką napisałam była powieść fantastyczna dla dzieci. Było to już dosyć dawno, moja córka miała trochę powyżej dziesięciu lat i rozczytywała się w Harrym Potterze, Eragonie i tego typu książkach. Napisałam książkę dokładnie pod jej wymagania: smoki, magia, przygoda i parę innych elementów, które sobie zażyczyła. Ten cykl do tej pory leży w wirtualnej szufladzie mojego komputera. Mam nadzieję, że niedługo go odkurzę, trochę przeredaguję i może zostanie wydany.

Jeżeli chodzi o powieści kryminalne, to w moim przypadku pisanie wynika z co najmniej dwóch rzeczy. Po pierwsze z czytania, jako kolejny etap przygody z książką, bo książki towarzyszą mi od dzieciństwa. Przy czym dosyć szybko zaczęłam czytać te przeznaczone dorosłych i musiałam przynieść do biblioteki zaświadczenie od rodziców, że mogę wypożyczać kryminały. A drugi powód jest taki, że zawsze interesowałam się zagadnieniami związanymi z pracą policji, a więc kryminologią, kryminalistyką, wiktymologią, techniką kryminalną…. W pewnym momencie uświadomiłam sobie, jak wiele jest możliwości popełnienia zbrodni, bo nawet jeżeli narzędzie mordu jest takie samo, to przecież wiele innych elementów różni jedną zbrodnię od drugiej. Proszę pomyśleć, ile możliwości dają kombinacje następujących „składników”: motywu, sprawcy, ofiary, miejsca zbrodni, narzędzia zbrodni, śladów materialnych i behawioralnych, świadków. A przecież nie wymieniłam wszystkiego. W tym momencie przyszedł‚ mi do głowy pomysł‚ na kryminał, w którym byłoby to pokazane. Tak powstał „Literat”.

 

  1. Ile książek planuje Pani jeszcze wydać? Jeżeli mogłaby Pani uchylić rąbka tajemnicy –  o jakiej tematyce będą Pani kolejne powieści?

Nie mam zaplanowanej ilości książek, które chcę napisać. W tej chwili wydane są trzy kryminały policyjne z serii z Barnabą Uszkierem i jedna w zupełnie innej konwencji. O ile wszystkie „Uszkiery” są kryminałami policyjnymi, to w „Zwłokach…” odeszłam zupełnie od tej konwencji i napisałam trochę zwariowany kryminał, w którym policjanci są postaciami drugoplanowymi. Na jesieni do „Literata”, „Hobbysty” i „Żeglarza” dołączy „Spadkobierca”, a kolejną część piszę, więc na pewno będzie przynajmniej pięć tomów tego cyklu. „Zwłoki powinny być martwe” też doczekają się kontynuacji, ale na razie gromadzę jeszcze pomysły.

Tematyka moich powieści jest zawsze związana ze zbrodnią, pracą policji, zachowaniami ludzkimi, ale również z Gdańskiem. Akcja „Żeglarza” i „Spadkobiercy” nie mogłaby się toczyć w żadnym innym mieście. W przypadku „Zwłok…” jest inaczej, zależało mi na dawce humoru i jest to znacznie lżejszy kryminał‚ przedstawiony z perspektywy dwóch nieco zwariowanych przyjaciółek.

 

  1. Jaka jest Pani ulubiona bohaterka książkowa? Na jakiej, Pani zdaniem, młode dziewczyny mogłyby się wzorować?

Nie mam jednej ukochanej bohaterki powieści. Większość postaci literackich ma cechy, które mi odpowiadają i takie, które bym w nich zmieniła. Lubię pannę Marple Agathy Christie, Maurę Isles i Jane Rizzoli Tess Gerritsen, a także
„Bones” Kathy Reichs czy policjantki z serii Arnego Dahla.

Jeżeli chodzi o wzory do naśladowania, to sądzę, że o ile poszczególne cechy bohaterów literackich, na przykład lojalność, empatia czy odwaga, są ponadczasowe i uniwersalne, to jednak trzeba pamiętać, że realne życie różni się od fikcji literackiej. Kopiowanie wzorców literackich do życia codziennego niekoniecznie musi być najlepszym pomysłem. Poza tym nie jestem zwolennikiem naśladowania kogokolwiek, każdy człowiek jest samodzielną istotą, nie czyjąś kalką. Doskonale jednak zdaję sobie sprawę, że dzieci, a potem młodzież przechodzą fascynacje różnymi bohaterami (niekoniecznie literackimi). Najczęściej to mija, ale czasem zostawia ślady, które mogą przejawiać się w postaci różnych zainteresowań lub zachowań. Ja też mam cechy wynikające z młodzieńczych fascynacji, na przykład to, że trenuję aikido.

 

  1. Ma Pani swoje ulubione miejsca, do których wysyła Pani swoich książkowych bohaterów? Wieś, miasto? Jeżeli tak, to jakie?

Głównym miejscem akcji dla cyklu z nadkomisarzem Uszkierem jest Gdańsk, to zdecydowanie miejski kryminał. W tym mieście mieszkam już od dwudziestu pięciu lat, czuję się z nim związana, więc wybór był prosty. Oczywiście mam swoje ulubione miejsca w Gdańsku i niejeden raz pojawiają się one w książkach, podobnie jak gdańskie zabytki. Jedynie w „Hobbyście” akcja toczy się również na Pojezierzu Drawskim, ale to dlatego, że chciałam pokazać czytelnikom, jak ważna w śledztwie może być entomoskopia. „Zwłoki powinny być martwe” przenoszą natomiast czytelników w okolice Olsztynka, nad jezioro i do lasu. W przypadku tej powieści fabuła opiera się właśnie na takim wakacyjno-leśnym klimacie.

 

  1. Czy znajomość aikido jakoś przełożyła się na tematykę Pani książek? Gdyby nie posiadała Pani czarnego pasa, również pisałaby Pani kryminały?

Znajomość aikido bardzo ułatwia mi życie jako autorce, bo mój bohater bardzo dla mnie wygodnie trenuje to samo co ja i nie muszę konsultować scen walki. Po prostu wiem, o czym piszę. Gdyby Uszkier trenował boks albo karate, potrzebowałabym konsultanta.

Czarny pas w aikido nie spowodował pisania kryminałów, zresztą gdy zaczynałam pisać, miałam chyba pierwsze kyu (ostatni stopień uczniowski), a nie drugiego dana (drugi stopień mistrzowski). Wybór gatunku jest związany z moimi zainteresowaniami czytelniczymi i społecznymi. Czytam nie tylko kryminały, ale też pozycje dotyczące bardzo szeroko pojętej zbrodni, tej jak najbardziej realnej, nie wymyślonej. Lubię jednak również historię, być może gdybym nie zaczęła pisać kryminałów, powstałaby jakaś powieść historyczna? Nie wiem.

 

  1. Czy rodzina wspiera Panią w tworzeniu?

Tak, mąż i córka kibicują mi od początku, są wiernymi czytelnikami i przyzwyczaili się już do tego mojego „drugiego etatu”. Dalsza rodzina cały czas jednak patrzy na mnie ze zdziwieniem. Zawsze byli przyzwyczajeni do tego, że dużo czytam, ale to, że piszę książki jest dla nich cały czas trochę ekscytującą nowością.

 

  1. Gdyby miała Pani doradzić komuś, którą z Pani książek zabrać na urlop, którą by Pani wybrała i dlaczego?

To zależy, komu miałabym doradzić, czy ten ktoś chciałby się trochę pośmiać czytając książkę, czy też woli typowe kryminały. Cykl z Uszkierem to kryminał policyjny, z procedurami, przesłuchaniami, technikami badającymi miejsce zwłok i odrobiną psychologii. Każdy z nich jednak dotyczy innej zbrodni i dzieje się w innym środowisku, więc można by się pokusić o polecenie książki ze względu na zainteresowania. Na przykład dla miłośnika żeglarstwa poleciłabym „Żeglarza”, a dla zapalonego wędkarza „Hobbystę”. „Zwłoki powinny być martwe” są dużo lżejsze, napisane w zupełnie inny sposób, zawierają większą dawkę humoru. Teoretycznie „Zwłoki…” są bardziej wakacyjne, ale dla części czytelników mogą zawierać zbyt mało kryminału i zbrodni.

 

  1. Czy ma Pani znajomych wśród innych autorów?

Owszem. Od czasu do czasu jeżdżę na różnego typu imprezy związane z książkami i poznaję innych autorów. Z niektórymi spotykam się dosyć regularnie, z innymi sporadycznie, z niektórymi prawie mijam, zamieniając tylko kilka słów.

 

  1. Jakie rady ma Pani dla początkujących autorów? Gdzie się zwrócić, kogo pytać o rady, prosić o pomoc? I przede wszystkim, czyją ocenę brać pod uwagę?

Podstawową zasadą jest to, że żeby pisać, trzeba czytać i pisać. Brzmi dziwnie? Może, ale czytając, poznajemy style różnych autorów, porównujemy, analizujemy, obcujemy ze słowem pisanym. A pisząc, nabieramy wprawy. Tak więc nawet jeżeli dwie pierwsze powieści nigdy nie ujrzą światła dziennego, to czas spędzony na ich pisaniu nie będzie stracony. Kogo pytać o radę? Z tym trzeba ostrożnie. Czasem ktoś, komu ufamy, lubimy go, a on nas, nie będzie obiektywny. Zamiast wytknąć niedociągnięcia, powie, że tekst jest rewelacyjny, prawie Nike albo nawet Nobel. Dosyć dobrym rozwiązaniem są warsztaty pisarskie prowadzone przez osoby, które same piszą i mają już doświadczenie w tej materii. Trzeba jednak pamiętać, że samo uczestnictwo w warsztatach to nie wszystko. Prowadzący doradzą, powiedzą o rzeczach, do których inaczej trzeba by było dojść samemu, skorygują różne rzeczy. Ale nie napiszą za nikogo powieści czy opowiadania. To przyszły autor musi najwięcej pracować nad swoim warsztatem, a nie osoby, które go szkolą. Poza tym trzeba pamiętać, że na dobrą książkę składa się wiele elementów, między innymi dobre poznanie tematu, o którym traktuje to, co piszemy. A tego nikt za autora nie zrobi.

 

Dziękuję za rozmowę.

 

 

 

Napisz komentarz