Zapraszam wszystkich do przeczytania wywiadu z Anną Stańczyk, autorką książki dla dzieci „Strateria – pradawny kryształ”, która jest na etapie poszukiwania wydawcy. Mamy nadzieję, że jej marzenie wkrótce się spełni.

Wywiad przeprowadziłam wspólnie z Karoliną z bloga taklubieczytac.blogspot.com . Pytania od pierwszego do siódmego są jej, od ósmego do piętnastego – moje.

 

1. Czy swoją przygodę z książkami zaczęła pani w dzieciństwie?
Gdy byłam dzieckiem, nie czytałam tak dużo, jak teraz. Dziś każdą książkę można znaleźć w Internecie, wyszukać pod kątem gatunku, przeczytać recenzję. W czasach mojego dzieciństwa Internetu nie było, książek raczej nie reklamowano i rzadko o nich dyskutowano, przynajmniej w moim środowisku. W szkole nikt nie zaszczepił we mnie miłości do literatury, raczej byłam zniechęcona narzucanymi odgórnie lekturami, a i w domu czytanie nie było rytuałem. Jednak pamiętam, że od zawsze coś mnie do książek ciągnęło i pewnego dnia poprosiłam mamę, żeby zapisała mnie do miejskiej biblioteki. Gdy stałam tam, pomiędzy dziesiątkami regałów ze świadomością, że mogę mieć każdą z pozycji, czułam się niesamowicie, bo nareszcie mogłam czytać o czymś, co mnie naprawdę interesowało. Pierwsza powieść, dzięki której wciągnęłam się w książkowy świat to „Tajemniczy ogród” F.H. Burnett. Miałam wtedy jakieś 11-12 lat. Później była „Ania z Zielonego Wzgórza”, seria Musierowicz i wiele innych, które tak naprawdę mnie po części ukształtowały, z czego dopiero niedawno zdałam sobie sprawę.
2. Jaka książka sprawiła, że pokochała Pani pisanie i zamarzyła o zostaniu autorką?
Radość z pisania pojawiła się u mnie całkiem niedawno, zaledwie kilka lat temu. Myślę, że nie wydarzyło się to za sprawą konkretnej książki, a raczej z potrzeby wyrażania siebie, swoich przemyśleń, emocji. Odkryłam, że kreowanie własnej rzeczywistości, na którą tylko ja mogę mieć wpływ, jest czymś wyjątkowym. Pomyślałam też, że fantastycznie byłoby dać komuś tę radość, którą sama czerpię, gdy czytam, a przy okazji wciągnąć innych do świata mojej fantazji. Pierwsze (nieudolne) próby pisania podjęłam, dołączając do forum literackiego, gdzie moje teksty były poprawiane przez doświadczone osoby. Tam, powolutku poznawałam podstawy pisarskiego warsztatu. O tym zaś, żeby napisać powieść, zdecydował jeden impuls, wywołany konkretnym zdarzeniem. Początkowo nie chciałam pisać dla dzieci, ale moja córka bardzo mnie zmotywowała, mówiąc, że chciałaby przeczytać ciekawą książkę o smokach i magii. Pomyślałam, że nikt, poza mną, nie napisze lepszej książki dla mojej córki, którą przecież tak dobrze znam. Wiem, co lubi, jak ją zainteresować i wpłynąć na jej emocje. Zachęcana przez znajomych z forum, postanowiłam spróbować i po roku udało się postawić ostatnią kropkę w mojej powieści.
3. Jeśli miałaby Pani opisać siebie trzema książkami, to jakie książki by to były?
Trudno jest opisać siebie w ten sposób. Chyba jedyną książką, w pełni mnie opisującą, byłaby moja autobiografia. Póki jednak ona nie powstała, mogę jedynie wyciągać z poszczególnych opowieści elementy, które w jakimś stopniu będą mi bliskie. Myślę, że o wiele łatwiej byłoby mi opisać swoją naturę za pomocą gatunku literackiego. Uwielbiam fantasy i gdybym mogła przenieść się do książkowego świata, byłby to właśnie świat magii, niezwykłych stworzeń, z wyraźną granicą między dobrem a złem. Mogłabym być elficką łuczniczką, samotnie zamieszkującą leśne ostępy 🙂
4. Zazwyczaj autorzy piszący książkę tworzą bohaterów na swoje podobieństwo. Czy tak też było w Pani przypadku?
Muszę przyznać, że główna bohaterka mojej książki dostała w spadku po mnie kilka cech. Było to bardzo pomocne przy tworzeniu postaci ponieważ mogłam się wczuć w jej emocje i myślę, że dzięki temu stała się ona całkiem wiarygodna. Podczas pisania przypominałam sobie różne sytuacje z własnego dzieciństwa i wystawiałam Emi na liczne próby, czekając jak sobie z nimi poradzi. Muszę bowiem zdradzić, że nie każdy jej ruch był przeze mnie od początku zaplanowany. Pozwalałam mojej bohaterce swobodnie się rozwijać, zaskakiwać się, dałam jej trochę wolnej przestrzeni. W efekcie okazało się, że mimo kilku wspólnych cech, Emi jest zupełnie inna, niż ja. Nie jestem pewna, czy w tak trudnych sytuacjach, byłabym w stanie zachować tyle zimnej krwi, co ona. A może czasem jest tak, że nie tworzymy bohaterów na swoje podobieństwo, ale takich, jakimi chcielibyśmy być.
5. Kto jest pani ulubionym autorem? 
I znów ciężko mi jednoznacznie odpowiedzieć. Jeśli chodzi o wykreowany świat, jest to bezsprzecznie pan J.R.R. Tolkien. Jestem fanką jego powieści, jak również ich ekranizacji. Od jego twórczości tak naprawdę zaczęło się moje zamiłowanie do literatury fantastycznej. Jeśli zaś chodzi o styl pisania, nie mam jeszcze idola, na którym mogłabym się wzorować. Jest kilkoro pisarzy, których po prostu dobrze mi się czyta i chętnie sięgam po ich kolejne książki. Obok fantastyki są to najczęściej horrory, thrillery i kryminały.
6. Co daje pani tworzenie?
Tworzenie sprawia, że chce się żyć. Wzmacnia poczucie własnej wartości, bo nawet, gdy czasem coś nie wyjdzie, mamy wrażenie, że jesteśmy lepsi poprzez samo próbowanie. Kiedy tworzymy, robimy to dla siebie, ale też dla innych. Jest to jeden ze sposobów komunikacji ze światem, idealny zwłaszcza dla osób introwertycznych, takich jak ja. Kiedy piszę, mogę przekazać wszystko, co mi leży na sercu, dzielić się smutkiem, radością, nadzieją. I tak naprawdę nikt nie wie, czy są to emocje moje, czy tylko moich bohaterów. To taka sprytna zasłona, która pozwala się uzewnętrznić, bez pokazywania twarzy.
7. Jaką ma pani radę dla przyszłych debiutantów pisarskich?
Nie wiem czy w ogóle jestem osobą, która może komuś doradzać, skoro sama jeszcze nie wydała książki. Zdarza się, że robię korekty ludziom, którzy zaczynają przygodę z pisaniem i muszę przyznać, że niektóre teksty są bardzo niepoprawnie napisane, tak że ciężko dobrnąć do ich końca. Mają mnóstwo błędów, które rozpraszają na tyle, że nie można się skupić na treści. Zastanawiam się wtedy, dlaczego dana osoba nie zaczyna od krótszej formy, tylko od razu bierze się za powieść. Dlatego moja główna rada jest taka, żeby najpierw poznać podstawy warsztatu, poćwiczyć go, pisząc opowiadania, biorąc udział w wyzwaniach, konkursach. Można też dołączyć do forum literackiego, zapisać się na kurs pisania, a potem dopiero planować tworzenie książki. Oczywiście samo jej pisanie też może być ćwiczeniem, ale jeśli chcemy, żeby ktoś ją potem z przyjemnością przeczytał, musimy się tego pisania najpierw nauczyć. Bardzo polecam blogi z poradami odnośnie tego jak zbudowana jest powieść, jak tworzyć wiarygodnych bohaterów, dobre dialogi, itp. I przede wszystkim, czytać dużo książek, bo dzięki temu poznajemy różne style i na tej podstawie możemy z czasem wyrobić swój własny.
8. Czy chciała Pani komuś coś specjalnego przekazać, pisząc książkę?
Dziękuję za to pytanie, jest ono dla mnie bardzo istotne. A odpowiedź na nie będzie dwuwymiarowa. Po pierwsze, pisząc „Straterię”, chciałam w niej zawrzeć pewne przesłanie. Nie jest to nic odkrywczego czy przełomowego, ale myślę, że może w jakimś stopniu pomóc młodym czytelnikom w zrozumieniu samych siebie. Poprzez ukazanie przemiany dwojga bohaterów, niejako zamiany ról pomiędzy nimi, chciałam pokazać, że nie zawsze jesteśmy tacy, jak o sobie myślimy. Czasem drzemią w nas nieodkryte pokłady wewnętrznej siły, a niekiedy słabość, o której istnieniu nie chcemy nawet myśleć. To, jak się w danej chwili zachowamy, jest nieprzewidywalne i zależy od wielu czynników, bo jesteśmy tylko i aż ludźmi. Zdarza się, że odnajdziemy w sobie niezwykłą dla nas odwagę, jakiś pierwiastek zła, a innym razem zwyczajną pokorę. W drugim tomie „Straterii” również chcę powiedzieć o czymś ważnym. Chcę poruszyć temat tolerancji dla niestandardowych zachowań, będących skutkiem choroby, zaburzeń emocjonalnych czy traumatycznych wydarzeń. Przekazem tej książki będzie „każdy z nas jest inny i piękny na swój odmienny sposób”. Drugi wymiar mojej odpowiedzi dotyczy tego, co chciałam przekazać mojej córce, nie tylko pisząc, ale też, co ważniejsze, doprowadzając swoją opowieść do końca. Gdybym miała przekuć ten przekaz w sentencję, brzmiałby on następująco: Jeśli bardzo czegoś pragniesz i dążysz do tego, mimo wielu przeciwności, jesteś w stanie osiągnąć nawet najtrudniejszy cel.
9. Czy jest Pani osobą aktywną, czy raczej domatorką?
Jestem raczej domatorką. Uwielbiam swoje cztery kąty, bo czuję się w nich bezpiecznie i swobodnie. Ale lubię też podróże po pięknych zakątkach Polski. Kocham piaszczyste plaże Bałtyku i malownicze góry. Marzę o tym, żeby pojechać w dalekie Bieszczady i na Mazury, bo jeszcze nie miałam okazji tam gościć.
10. Jak się Pani najlepiej tworzy: w ciszy, przy muzyce, czy może w jeszcze innych warunkach?
Jeśli pisać, to tylko w ciszy. Mój mózg jest najbardziej produktywny rano, ewentualnie przy popołudniowej kawie. Nigdy nie piszę wieczorem, nie mogę wtedy skleić sensownego zdania. Podziwiam ludzi, piszących w nocy. Weekendy oraz urlop to najlepszy czas na pisanie. Niestety, takich dni nie jest dużo, a oprócz pracy zawodowej, trzeba jeszcze uwzględnić obowiązki domowe. Chciałabym pisać zawodowo, ale to bardzo odległe marzenie.
11. Z racji tego, że mamy wakacje, zapytam, jak spędza Pani urlop? Myśli Pani wtedy o pisaniu czy zupełnie nie?
Część urlopu spędzam na podróżach, zdobywam szczyty, odkrywam nowe zakątki, wyleguję się nad jeziorem z jakąś fascynującą książką. Czy myślę wtedy o pisaniu? Jak najbardziej. Takie wyjazdy to skarbnica inspiracji i pomysłów. Czasem jakieś miejsce lub przypadkowo spotkana osoba, powodują u mnie łańcuszek myśli, które próbuję szybko przetworzyć na fabułę opowiadania lub książki. Zwykle są to jakieś skrawki, migawki, które ciężko skleić w sensowną całość, ale zdarzają się takie perełki, które notuję i jeśli czas pozwoli, kiedyś wykorzystam.
12. Czy lubi Pani oglądać filmy? Jakie są Pani ulubione?
Lubię filmy i seriale. Choć na te drugie trzeba poświęcić sporo czasu. Do kina chodzę zazwyczaj na filmy z fajnymi efektami. Uwielbiam ekranizacje Tolkiena, ale to jest kino jakby poza wszelką oceną. Kocham je miłością bezkrytyczną, tak jak same książki Mistrza. A w domowym zaciszu lubię obejrzeć mądry i wzruszający film. Tu mogę wymienić takie fantastyczne produkcje jak: „Amelia”, „Nietykalni” czy „Gwiezdny pył” Andrzeja Kondratiuka. To filmy, które wyciskają łzy i oczyszczają duszę.
13. Jaki jest Pani ulubiony gatunek literacki?
Zdecydowanie fantastyka, a najbardziej dobre (!) fantasy i horror. Czytam sporo polskich autorów. Moją ulubioną serią grozy jest „Necroskop” Lumley`a. Lubię też thillery psychologiczne.
14. Jakich języków obcych uczyła się Pani, będąc nastolatką?
Uczyłam się tylko jednego języka obcego – angielskiego.
15. Czy uważa Pani, że szkoła pełni ważną rolę w życiu?
Gdyby tak nie było, pewnie nie byłaby ona obowiązkiem każdego z nas. Uważam jednak, że to nie nauczyciele, wychowawcy, ani wkładana nam do głowy wiedza mają największy wpływ na to, jacy jesteśmy w przyszłości, a interakcje między uczniami. Kiedy przypominam sobie szkołę podstawową i średnią, najbardziej pamiętam nasze relacje, przyjaźnie, sympatie, antypatie, grupki, wspólnie przeżywane sprawdziany, egzaminy, kłótnie, bijatyki, walkę o pozycję w klasie, biwaki, hece i dyskoteki szkolne. Wszystkie sytuacje, które przeżywamy w szkole i to jak sobie z nimi radziliśmy, przekłada się potem na dorosłe życie, na pracę, dom, nasze własne dzieci.

komentarzy 6.

  1. Sylwia pisze:

    Fajny wywiad, dziękuję za możliwość poznania ciekawej Osoby

  2. Mówię nieskromnie, że ten wywiad wyszedł nam całkiem ciekawie 🙂

Napisz komentarz