To zdarzyło się dawno temu… jakieś… sześćdziesiąt lat temu? Mam teraz siedemdziesiąt sześć, wtedy miałam szesnaście… Po co opisuję tę historię? Może dlatego, że do dziś nie wyszłam za mąż? Może dlatego, że to była moja jedyna miłość życia, że nigdy później nie spojrzałam już z uczuciem na żadnego mężczyznę?

Wstaję z mojego ukochanego, bujanego fotela, który mam od jakichś pięćdziesięciu lat i podchodzę do regału. Zdejmuję z półki „Romea i Julię” Szekspira. Nawet nie wiedział biedak, że tyle lat później po ziemi będzie chodziła kobieta, która w każdym niemal szczególe będzie utożsamiać się  z Julią. No, może poza zakończeniem historii, bo przecież ja ciągle żyję i jak na razie nie zanosi się na to, żebym umarła. Nie to, że nie lubię życia, nie zrozumcie mnie źle, ale jaki sens ma to, że żyję wtedy, kiedy mój Romeo od lat leży w grobie? Samobójstwa nie chciałam popełniać, chociaż tak z pewnością byłoby najbardziej dramatycznie, ale wiedziałam, że wtedy nie spotkam się z ukochanym, bo co do tego, że trafił do Nieba, najmniejszych wątpliwości nie miałam. A że byłam wierząca, czego nie można było powiedzieć o Julii (chociaż nie było w książce wprost powiedziane, że była niewierząca), to wiedziałam, że samobójstwo jest grzechem najcięższej wagi i prawie na pewno przekreśla szansę na osiągnięcie Nieba.

Niemniej jednak, od dawna nazywam historię moją i mojego najdroższego sequelem „Romea i Julii”…

*

            Janka poznałam, gdy miałam czternaście lat. On miał wtedy piętnaście. Wychowywał się w szczęśliwej rodzinie, podobnie, jak ja. Spotkaliśmy się po raz pierwszy w kościele, siedziałam z rodziną w pierwszym rzędzie, on tuż za nami. Zaraz po mszy podszedł do mnie i zapytał, czy sprawiłby mi kłopot, odprowadzając mnie do domu. Dokładnie tak powiedział! Wtedy zaczerwieniłam się i, niestety, odmówiłam. Do dziś tego żałuję, bo potem Janek trzymał się już ode mnie z daleka, aż do wakacji. Wtedy razem z rodzicami wyjechałam nad Morze Bałtyckie. Okazało się, że w tej samej kwaterze, w której my wynajęliśmy pokój – zamieszkał też Janek z rodziną (miał dwie młodsze siostry, w przeciwieństwie do mnie – byłam jedynaczką). Kiedy go zobaczyłam, ogromnie się zawstydziłam, mimo że od mojej odmowy minęło już parę miesięcy. Stopniowo zaczęliśmy się do siebie zbliżać, rozmawiać… Aż w końcu poszliśmy na spacer po plaży… Oboje byliśmy już w sobie zakochani do szaleństwa.

Parę dni później, Janek poprosił mnie, żebym została jego dziewczyną. Stało się to w nocy, kiedy przyszedł pod balkon mojego pokoju. Trzymał w ręku bukiet polnych kwiatów, które wyglądały bardzo świeżo, a ja zastanawiałam się, skąd on je wziął o tej porze. Sprawdziłam, czy rodzice już śpią, a potem wybiegłam na zewnątrz w samej sukience, którą w pośpiechu na siebie włożyłam.

Na dworze było już chłodno. Janek wręczył mi kwiaty, a potem ukląkł na jedno kolano i zapytał, czy uczyniłabym mu ten zaszczyt i została jego dziewczyną. Wtedy już postąpiłam właściwie i odpowiedziałam drżącym głosem: „Tak”. Potem Janek wstał z klęczek i ściągnął bluzę. Potem pomógł mi ją założyć i przytulił mnie tak troskliwie… Poczułam, jak bije jego serce i już nie miałam wątpliwości, że to z nim chcę spędzić resztę życia.

Później wszystko było cudownie. Kiedy nasi rówieśnicy burzliwie przeżywali okres dojrzewania, łączyli się w pary tylko po to, aby za chwilę się rozstać, my chodziliśmy nieprzytomni z miłości do siebie.

Niedługo później klasa Janka miała jechać na wycieczkę w góry. Zazdrościłam mu, bo sama chciałam tam pojechać, ale najbardziej martwiło mnie to, że aż cztery dni nie będziemy się mogli widywać… Wkrótce jednak okazało się, że będziemy musieli bez siebie wytrzymać dużo, dużo dłużej…

Dosłownie paręnaście godzin po tym, jak się pożegnaliśmy, dowiedziałam się, że miał miejsce tragiczny wypadek, w którym Janek i parę innych osób zginęło. Świat się dla mnie skończył. Płakałam tygodniami; straciłam chęć do życia, do zabawy, do młodości, do nauki, jednym słowem: do wszystkiego. Wtedy ciocia, siostra mojej mamy, przyjechała do naszego domu na kilka dni. Przyniosła mi książkę „Romeo i Julia”. Nie chciałam jej czytać, ale ciocia była nieustępliwa. Wtedy sobie pomyślałam, że w sumie mogę zrobić jej przyjemność, bo i tak nie mam już nic lepszego do roboty na tym popapranym świecie.

Dramat mnie wciągnął. Jednego dnia zaczęłam, drugiego skończyłam czytać. Kiedy przewróciłam ostatnią stronę książki, poczułam, że naprawdę rozumiem Julię. I utożsamiam się z nią, ale oczywiście tylko do pewnego stopnia, bo przecież nie popełniłam samobójstwa, chociaż przyznaję, że chodziło mi to po głowie, ale nigdy nie byłabym w stanie przebić się sztyletem czy wypić truciznę, nie mówiąc już o skoku z wysokości.

Wtedy też, płacząc, wymyśliłam nazwę dla naszej historii. Kontynuacja „Romea i Julii”, druga część „Romea i Julii”, a później sequel „Romea i Julii”.

*

No, teraz znacie całą historię. No, może nie całkiem… Bo jest jeszcze coś. Ponownie wstaję z fotela, ale tym razem podchodzę do biurka i wysuwam szufladę. Wyjmuję z niej starą, pożółkłą kopertę. Z powrotem siadam na fotelu  i otwieram tę kopertę. Kiedy przeczytam Wam list, który się w niej znajduje, będziecie znać już całość historii mojej i Jasieńka…

Najukochańszy!

Ból rozrywa mi serce. Nie wiem, co mam robić bez Ciebie sama na tym okrutnym świecie. Patrzę i wydaje mi się, że wszystko dookoła jest szare. Że już nie ma na tym świecie radości, że odeszła wraz z Tobą. Piszę ten list, a moje łzy znaczą papier. Wiem, że wyschną, a papier po latach pokruszy się ze starości. Lecz moja miłość do Ciebie się nie zeschnie, ani nie zestarzeje. Wszystko dookoła nagle poszarzało, a jedyne, co jest jeszcze we mnie żywe, to miłość do Ciebie. Wydaje mi się, że krew zastygła mi w żyłach, gdy się dowiedziałam, że już się nie spotkamy na tym świecie. Ściskam w dłoni kopertę z zasuszonymi kwiatami od Ciebie, na ścianie wisi moje zdjęcie zrobione przez Ciebie, a na półce stoi książka kupiona przez Ciebie. Wszystko mi Ciebie przypomina. Ciebie i kruchość życia. Kiedy przytuliłeś mnie do siebie przed wyjazdem, powiedziałeś, że za cztery dni się spotkamy, że prosto z podróży do mnie przyjedziesz… Nie stanie się tak, jak mi obiecałeś. Nie przyjedziesz, nie zobaczę Cię więcej przy mnie, nie poczuję dotyku Twojej dłoni na mojej, nie usłyszę więcej bicia Twojego serca, bo Ciebie już nie ma. A co za tym idzie, nie ma i mnie. Chciałabym być już przy Tobie, złączyć się z Tobą na wieczność. Ale wierzę, że tak się stanie, a Bóg wynagrodzi nam nasze cierpienia w Niebie. Tam będziemy już razem i nic nas nie rozłączy. Moje serce bije tylko dla Ciebie i chociaż ja jestem tutaj, na ziemi, to duszą jestem razem z Tobą. Kocham Cię, najmilszy mój Romeo…

Twoja na zawsze,

Emilia”.

Napisz komentarz