Autor: Natalia Murawska Gatunek:
Ocena

Nawet jak człowieka łapie przeziębienie i tylko przez kilka dni nie może wychodzić z domu, już wracają mu chęci do życia, spacerów (nawet jeśli dotychczas ich nie znosił), słońca, deszczu, świeżego powietrza – po prostu, łaknie najdrobniejszych radości, które pojedynczo mogą się wydawać nieważne, ale razem składają się na szczęśliwe życie. Bo szczęście to umiejętność dostrzegania właśnie takich drobnostek, chwil.

Cornelia, zwana Nel, to zwykła nastolatka – ma kochających rodziców i przyjaciółkę na śmierć i życie. Dosłownie. Wszystko się wali, gdy z ust zaprzyjaźnionej lekarki dziewczyna słyszy słowo BIAŁACZKA. Okazuje się, że kiepskie samopoczucie i krwawienia z nosa to tylko początek cierpień. Szykuje się potężna walka, a zwycięzca jest nieznany. Walka o życie, miłość, spełnienie marzeń.

Natalie, zwana Nat, przyjaciółka Cornelii, z pozoru wydaje się flirciarą (a sporo osób użyłoby dużo gorszego określenia), nie zważającą na nic, chcącą się tylko dobrze bawić. Podrywa chłopaków, a znajomość z nimi jest krótka, acz burzliwa i zawsze kończy się w podobny sposób. Jednak im więcej stron książki za nami, tym bardziej zaczynamy rozumieć, że to tylko przykrywka, bo dziewczyna ukrywa prawdziwą, wrażliwą siebie i swoje problemy, traumy. Rany zadane przez tych, którzy powinny chronić przez złem i dawać miłość.

Razem z dziewczynami przeżywamy momenty ich wkraczania w dorosłość. Dla każdej będzie to inne wydarzenie, ale tak samo trudne i wstrząsające. Oznaczające konieczność walki o siebie i szczęście. Jedyne, co pozostało na dnie serca, to pragnienie, aby życie było piękne. Banalne? Wcale nie. Bo okazuje się, że właśnie umiejętność cieszenia się z życia w każdym momencie i wyłapywania tego, co najlepsze, jest najtrudniejsze. Jak tu myśleć o radości, kiedy wszystko wali nam się na głowę? Często zapominamy, że nic nie jest wieczne. Słynne „Spieszmy się kochać ludzi…” ks. Twardowskiego jest boleśnie prawdziwe. Szkoda, że często przekonujemy się o tym, gdy już jest za późno.

Książka ogólnie mi się podobała, chociaż drastyczne fragmenty o krwotokach i opisy śmierci – to nie dla mnie. Jednak rozumiem, że to było potrzebne jako element fabuły.

Urzekły mnie poszczególne opisy chwil, które bohaterki spędzały ze swoimi chłopakami. Uczą, jak naprawdę cieszyć się wszystkim. WSZYSTKIM, bez wyjątku.

Pozytywne wrażenie wywarło na mnie zakończenie. Spodziewałam się tragedii, i to nie jednej. A dostałam coś innego. Nie zdradzę, co, bo to jest bonus za ciężkie chwile podczas czytania całości. Trzeba się postarać i wytrzymać, bo naprawdę warto. Widać, że autorka nie chciała zdołować czytelnika, tylko przekazać, że wszystko kiedyś się ułoży. Momentami może historia była zbyt wyidealizowana, ale świetnie pokazuje, że mimo każdej przeciwności trzeba wstać i iść do przodu.

„Życie jest piękne” to książka o walce. Duchowej i fizycznej. O poszukiwaniu siebie. I znajdowaniu prawdziwej miłości. I poszukiwaniu szczęścia, które koniec końców i tak znajduje się w codzienności. Wystarczy tylko dobrze poszukać…

 

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu „Novae Res”.

komentarze 2.

  1. ZaczytanaPielegniarka napisał(a):

    Muszę przyznać, że w tym momencie bardzo zainteresowałaś mnie tą książką. 🙂
    Życzę miłego dnia i pozdrawiam,
    http://zaczytanapielegniarka.blogspot.com/2017/08/niestraszna-groza-gaeziste-artur.html

Napisz komentarz