Autor: Piotr Podgórski Gatunek: ,
Ocena

W pewnym momencie każdy z nas staje przed trudnymi wyborami, które mogą zaważyć na naszym dalszym życiu. Rozwiązania, które wybierzemy, często mają zaskakujące i wręcz niesamowite skutki… Kto wie, może tuż za rozstajem dróg, który musimy pokonać, czeka pozytywna odmiana i… miłość?

Ewelina to szanowana dziennikarka śledcza. Ma wyrobioną pozycję w redakcji, zajmuje się istotną sprawą, która może doprowadzić do ujawnienia brudnych czynów znanych osób. Pewnego dnia jednak, ku niezadowoleniu kobiety, szef wysyła ją wraz z nieznanym jej dotąd partnerem, Andrzejem, na Podkarpacie. Mają dotrzeć do tajemniczej znachorki i udowodnić, że to oszustka i naciągaczka.

Marta to zahukana, młoda dziewczyna, która właśnie dowiaduje się, iż została cudownie uzdrowiona z nowotworu. Niestety dowiaduje się również o zdradzie męża, prawdopodobnie nie pierwszej. Odzywają się także jej zranienia z przeszłości, spowodowane niełatwymi relacjami z rodzicami. Drogi Marty prowadzą na Podkarpacie, do małej wsi, gdzie mieszka jedyna osoba, która może jej pomóc i choć w małym stopniu uleczyć jej poranioną duszę.

Maria to znachorka, lub inaczej, „czarownica”. Przynajmniej według prasy. W rzeczywistości to poczciwa starsza kobieta, której los zadał wiele ciosów, a która bezinteresownie stara się pomagać innym. Wierzy w ludzi wtedy, gdy nikt już w nich nie wierzy. Prowadzi spokojne, ale biedne życie w małej wiosce na Podkarpaciu. Niestety spokój ten zburzy się, gdy nagle powróci do niej przeszłość… a także w pewnym sensie odwiedzi ją przyszłość.

Fabuła brzmi ciekawie i między innymi dlatego sięgnęłam po tę książkę. Powiem tak: w tej historii jest duży potencjał. Należałoby go tylko jeszcze bardziej rozwinąć.

Autor stworzył bez dwóch zdań ciekawą intrygę, aczkolwiek moim zdaniem pewne jej elementy powinny zostać wprowadzone wcześniej niż ostatecznie zostały. Gdy sami zapoznacie się z lekturą, prawdopodobnie zrozumiecie, o co mi chodzi. Tak, tak – między innymi o wątek z Eweliną i jej „przygodami”.

Postacie są wiarygodne, nieudoskonalane na siłę, aczkolwiek moglibyśmy się dowiedzieć więcej o każdej z nich. Poznać pewne wydarzenia z ich życia, które niekoniecznie będą stricte związane z fabułą, ale powiedzą nam dużo o bohaterach i ich charakterach. Ale to tylko taka moja drobna uwaga, której wdrożenie jednakowoż byłoby korzystne dla czytelników i ich wrażeń.

Styl autora ma zarówno swoje plusy, jak i minusy. Plusem jest niewątpliwie fakt, że opisy zazwyczaj nie są zbyt długie i nużące, niewnoszące nic do fabuły. Minusem natomiast jest to, że momentami dowiadujemy się zbyt mało, a cała historia jest w zasadzie pozbawiona wątków pobocznych. Autor opisuje tylko to, co jest mu potrzebne do przedstawienia danej historii. Są oczywiście wielbiciele takiego stylu, natomiast ja, jak pisałam wyżej, chętnie przeczytałabym więcej o bohaterach i zapoznała się z jakimiś wątkami pobocznymi z nimi związanymi. Krótko mówiąc – chciałabym bardziej rozwinąć, może nieco wydłużyć tę powieść.

Interesująca okazała się sprawa z Marią. Chociaż chwilami była upraszczana, a niektóre wydarzenia miały miejsce nagle, bez jakichkolwiek oznak je zwiastujących, ta historia miała swój urok. Spodobało mi się też, w jaki sposób autor wyjaśnił jej „znachorstwo”.

Ogólnie jestem fanką powieści, w których łączą się losy kilku osób. Warunek jest jeden: musi to zostać przeprowadzone zgrabnie, umiejętnie. Nie każdy pisarz potrafi to zrobić, w efekcie czego sporo książek jest „ciężkostrawnych” i, nie oszukujmy się, nudnych. Inaczej jest w przypadku „Trzy razy miłość” – tutaj Piotr Podgórski połączył losy trzech kobiet i dwóch mężczyzn bardzo umiejętnie; dodał fabule wyłącznie uroku.

W książce poruszonych jest wiele problemów, ale na pierwszy plan wybijają się dwa: zranienia wyniesione z domu oraz bieda. Druzgoczące wydarzenia, do których prowadzi brak pieniędzy, zostały opisane dość dokładnie, ale kompetentnie – być może dlatego, że autor pasjonuje się psychologią. Realia polskiej wsi, takiej, można powiedzieć, „zabitej dechami”, zostały bardzo wiernie oddane i za to twórcy należą się pochwały. Również gwary, którą porozumiewali się mieszkańcy wioski, autor używał wprawnie i bezbłędnie. Prawdopodobnie dlatego, iż, jak opowiadał, sam wychował się na Podkarpaciu.

Na koniec chciałabym, jak zwykle zresztą, pochwalić grafików wydawnictwa. Naprawdę, czynicie cuda. Uprzyjemniacie lekturę każdemu i sprawiacie, że czytelnik ma ochotę sięgnąć po tę powieść nawet nie czytając opisu. Fantastyczna robota, oby tak dalej!

Podsumowując, „Trzy razy miłość” ma swoje wady, ale ma również dużo zalet. Gdyby bardziej rozbudować fabułę i dopracować kilka wątków, powieść nie miałaby tych minusów chyba wcale. Magdalena Witkiewicz zdecydowanie miała rację pisząc, iż jest to książka pełna uroku. Dodałabym jeszcze, że jest pełna wdzięku, romantyzmu i wrażliwości. Czyli… idealnie wpasowująca się w gusta wielu kobiet.

 

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu „Lira”.

komentarze 2.

  1. Anna Maria pisze:

    Bardzo intrygujące wprowadzenie w klimat powieści. Plus niezwykle przemyślane uwagi na temat konstrukcji książki. To znamionuje tylko świetnych krytyków literackich. Gratuluję niezwykłej staranności i dokładności w pracy nad recenzjami ! Z przyjemnością zajrzę do tej powieści! Serdecznie pozdrawiam !

Napisz komentarz