Autor: Aleksandra Tyl Gatunek: ,
Ocena

Czasem można żartobliwie powiedzieć, że w danej sytuacji nic już nie da się zrobić, że nie pozostało nam nic innego, jak tylko liczyć na cud. Na cud, czy może w przypadku miłości… na odrobinę magii?

Dorota, na ogół przebojowa, nieustraszona i pozytywnie nastawiona do innych, musi zmierzyć się z bolesną prawdą: jej ukochany właśnie zostawił ją dla innej. W dziewczynie wzbiera złość i chęć zemsty, ale jak to u osób o takim usposobieniu bywa – nie kończy się na płakaniu w poduszkę w zaciszu własnej sypialni. Dorota wybiera się na imprezę i dość mocno upija, a w końcu daje sobie ukraść torebkę. Z właściwą sobie odwagą rusza w pogoń za złodziejem. Niestety, w wyniku przykrego zbiegu okoliczności (a jedną z tych okoliczności był niewątpliwie jej stan fizyczny, że tak to nazwę) nie dogania przestępcy; mało tego, potyka się i wpada do jakiejś piwnicy, w międzyczasie uderzając się w głowę. Gdy odzyskuje przytomność, okazuje się, że zupełnie przypadkiem znalazła się w siedzibie pewnego szamana, mającego nadzwyczajne zdolności. W głowie Doroty natychmiast rodzi się przebiegły plan zemsty na byłym chłopaku… wymagający niezwykłego, niedostępnego dla przeciętnych śmiertelników rozwiązania. Nie wszystko jednak przebiega tak jak powinno; szaman popełnia drobny błąd, który przynosi zupełnie nieoczekiwane rezultaty…

„Szalona wiosna” to ostatni tom cyklu „Cztery Pory Roku”, który pokochały tysiące czytelników. Ja osobiście zapoznałam się tylko z dwoma tomami – tym, o którym właśnie piszę oraz z „Karmelową jesienią”. Żadnej z tych lektur nie żałuję, a kto wie… może kiedyś wrócę również do „Magicznego lata” i „Anielskiej zimy”.

Cóż mogę powiedzieć… Styl Aleksandry Tyl jak zwykle przypadł mi do gustu, a jej ciepłe podejście do bohaterów i ich perypetii jest wręcz niespotykane wśród dzisiejszych pisarzy. Dlatego cały cykl „Cztery Pory Roku” ma tak wyjątkowy klimat, który przyciąga (i będzie przyciągał jeszcze długo) kolejnych czytelników.

Oczywiście cała historia przedstawiona w „Szalonej wiośnie” jest nieco… a może nawet całkiem… nieprawdopodobna. Ale przecież nie sięgamy po opowieść o miłości z takim nastawieniem, jakbyśmy włączali co najmniej serial dokumentalny. Historia o miłości musi cechować się pewną dozą nieprawdopodobieństwa, bo inaczej straciłaby całą swoją magię, cały swój klimat. Sądzę, że przygodę Doroty powinno się rozpatrywać przede wszystkim metaforycznie, chociażby jako podróż w poszukiwaniu uczucia. Ale odpowiednią metaforę każdy powinien znaleźć sobie sam; taką, która do niego przemówi.

Cieszę się, że Aleksandra Tyl pozostawiła nam, czytelnikom, dowolność. Nie narzuciła, czy to, co spotkało Dorotę było jawą czy snem. Dzięki temu lektura książki nabiera bardziej osobistego wymiaru. Jeżeli możemy tu dać coś od siebie… właściwie sami, w wyobraźni, zakończyć tę powieść tak, jak byśmy chcieli… Czegóż więcej możemy pragnąć?

Jeżeli chodzi o bohaterów, to chyba najbardziej polubiłam Alicję. Jej uparte dążenie do celu, chociaż także przeplatane pewnymi wątpliwościami, naprawdę mi imponowało i dodawało otuchy. A nuż sama kiedyś znajdę się w podobnej sytuacji i wtedy przypomnę sobie tę lekturę i postawę Alicji, a przez to uzyskam więcej motywacji i ewentualnie pociechy.

Dorota też oczywiście zyskała moją sympatię, ale w trochę inny sposób. W pewnych momentach jej współczułam, w pewnych podziwiałam, a w jeszcze innych miałam ochotę porządnie nią potrząsnąć. Czyli klasyczna książkowa postać, która wzbudza spore emocje. Jeśli autorka dalej będzie tworzyć takich bohaterów, to obawiam się, że nakłady kolejnych jej powieści wyczerpią się w rekordowym tempie i szybciutko trzeba będzie robić dodruk 😉 .

Podsumowując, przy „Szalonej wiośnie” nieraz się ubawiłam, ale także przeżywałam gamę innych emocji. I mimo że od kilku dni mamy już kalendarzowe lato (oby równie szalone), polecam tę lekturę każdej kobiecie, zarówno tej, która już swoją drugą połówkę znalazła, jak i tej, która ciągle szuka. Nie poddawajcie się i nie zapominajcie, że odrobina niedopowiedzeń i szczypta zdarzeń niewyjaśnionych to doskonała recepta 🙂 .

 

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu „Prozami” oraz Grupie Wydawniczej „Literatura Inspiruje”.

Napisz komentarz