Autor: Karen Foxlee Gatunek:
Ocena

Niektóre wydarzenia otacza aura tajemniczości… Nie do końca wiadomo, co się stało, kto zawinił, jaka była przyczyna. Czasem pewnym przedmiotom przypisujemy paranormalne właściwości lub wręcz obarczamy je winą za to, co się stało. A czasem sprawy przedstawiają się zupełnie inaczej, niż sobie to wyobrażamy…

Do pewnego nudnego miasteczka w Australii przyjeżdża Rose razem ze swoim uzależnionym od alkoholu tatą. Są prawie włóczęgami, nigdzie nie mogą zagrzać miejsca, a wszystko, co posiadają, to stary samochód i przyczepa kempingowa. Rose zostaje zapisana do miejscowej szkoły, gdzie poznaje Pearl Kelly – wesołą, gadatliwą i popularną dziewczynę. Pearl namawia nową koleżankę na wzięcie udziału w zbliżającej się paradzie dożynkowej. Rose, która jest wielbicielką czerni i wszystkiego, co niewesołe, na początku patrzy na ten pomysł niechętnie. Robienie z siebie idiotki w kolorowej sukience na oczach wszystkich mieszkańców? To nie dla niej. A jednak coś sprawia, iż dziewczyna przystaje na propozycję Pearl. Wobec tego musi znaleźć sobie suknię, w której będzie się czuła dobrze i pewnie. W wyniku splotu różnych zdarzeń trafia do staruszki Edie Baker, powszechnie uważanej za czarownicę. Edie pomaga jej w przygotowaniu odpowiedniego stroju na paradę.

Równocześnie opisywany jest wątek nastolatki, która pewnego wieczoru po prostu znika. Prowadzący śledztwo detektyw Glass nieustannie spotyka się z opisami tego, w co ubrana była zaginiona – sukienki w kolorze nocnego nieba…

Ogólnie nie jestem wielbicielką książek z elementami fantastyki, a ta do takich należy. Przynajmniej w pewnym sensie. Po zakończeniu lektury pozostaje pewien niedosyt, tym bardziej, że nie wiadomo, co dalej dzieje się z bohaterami. „Czytelnicze ego” bibliofila zostaje podrażnione, bo wiadomo – większość osób lubi wiedzieć wszystko dokładnie, bez niedomówień. Aby nie musieć się już zastanawiać, myśleć nad daną książką, tylko spokojnie sięgnąć pod następną. O nie, nie ma tak dobrze. Ja na przykład, chociaż minęła już prawie doba, odkąd przewróciłam ostatnią kartkę, nie mogę przestać analizować treści tej powieści. I tego, co dokładnie autorka chciała nam przekazać.

Karen Foxlee zdecydowanie udało się mnie zaskoczyć. Przez cały czas myślałam, że wiem, która dziewczyna okaże się tą zaginioną, ale okazało się, iż byłam w błędzie! Konstrukcja książki jest o tyle ciekawa, że każdy rozdział zaczyna się od fragmentów, które powinny znaleźć się na końcu. Na pierwszej stronie autorka pyta: „Przebaczysz mi, jeśli zdradzę ci zakończenie?”. Ale tak naprawdę nic nie zdradza, bo dopóki nie przeczyta się całości, nie można zrozumieć, o co chodzi na początku. Zawiłe, jak cała fabuła.

Jak już wcześniej wspominałam, niezbyt lubię fantastykę i jej elementy. Jestem bardziej realistką. Ale ten fantastyczny element, z którym się spotykamy, tytułowa sukienka w kolorze nocnego nieba, jest niezwykle zastanawiający, co mnie ucieszyło, bo lubię wykonywać jakąś pracę umysłową nad książką. Nie chcę być tylko biernym odbiorcą. Chcę myśleć nad tym, co przeczytałam. Problem w tym, że trzy czwarte książek dostępnych na rynku nie daje tej możliwości. Wszystko jest jasne jak słońce. W „Sukience w kolorze nocnego nieba” jest inaczej. Tak naprawdę autorka daje nam pełną dowolność co do interpretacji jej dzieła. I to my zdecydujemy, co ono wniesie do naszego życia.

Bohaterowie na pewno są do bólu realni. Autorka nie ucieka przed dosłownymi określeniami, których akurat nie jestem fanką. Zdanie o stopach, które „cuchnęły jej w tenisówkach” pozostawię bez komentarza. Uważam, że za dużo fizjologii w książkach nie wychodzi na dobre. No chyba, że jest to podręcznik do biologii.

Summa summarum, trudno mi wystawić jednoznaczną opinię o tej książce. Sądzę, że lepiej będzie, jeśli sami przeczytacie i ocenicie. Moje zdanie zmieniało się w miarę przerzucania kolejnych stron. Mogę tylko powiedzieć, że „Sukienka w kolorze nocnego nieba” to koncert metafor i niedopowiedzeń. Czytamy o ludziach, którzy pod maską małomówności i gburowatości ukrywają osobiste tragedie. O ludziach, którzy próbują odnaleźć siebie. I o tym, jak ważna w życiu jest rodzina. To książka o osobach pokrzywdzonych przez los, które jakoś próbują się odnaleźć. Z tego możemy wyciągnąć pewną naukę – każdy dla każdego może zostać tym utraconym promykiem nadziei; tym, który jest właśnie potrzebny do dalszego życia.

 

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Grupie Wydawniczej „Literatura Inspiruje”.

 

Napisz komentarz