Autor: Lysa TerKeurst Gatunek:
Ocena

Chyba nie istnieje kobieta, która prędzej czy później w swoim życiu nie napotyka trudności w postaci kompleksów. Kompleksy te mogą być różne, ale często dotyczą wagi, diety, wyglądu i sylwetki. Kobiety zadręczają się tym, czy ich brzuch jest dość płaski, a pośladki dość jędrne i w tym wszystkim zatracają siebie. Potrafią godzinami analizować, czy ktoś przypadkiem nie waży mniej od nich i przyglądać się ze smutkiem fotografiom chudych jak patyki modelek, ze świadomością, że nigdy nie staną się takie jak one. Brzmi znajomo? Jeśli tak, to chyba znalazłam odpowiednią lekturę dla Ciebie…

Można powiedzieć, że Lysa TerKeurst odbiła się od dietetycznego dna. Cierpiała na nadwagę i wiedziała, że opychanie się słodyczami i niezdrowymi produktami jest złe dla jej zdrowia, ale mimo to nie potrafiła przestać. Dręczyła się destrukcyjnymi myślami na swój temat, nie lubiła siebie, a jednocześnie jakiekolwiek ćwiczenia czy dieta ją odstraszały. Za maniakalnym pochłanianiem cukru stały jednak głęboko ukryte zranienia z dzieciństwa i młodości. W końcu nastąpił punkt przełomowy. Lysa powróciła do wiary i odnalazła w sobie motywację do zmian. Ale aby zmiany mogły się wydarzyć, trzeba było najpierw zrozumieć, co kryje się za złymi nawykami. Autorka upatruje przyczyn swoich (i nie tylko) problemów i, nie bójmy się tego powiedzieć, nałogu w poszukiwaniu akceptacji, miłości i nasycenia. Nasycenia, którego jednak nie może zapewnić nikt poza Bogiem.

Współczesnym dziewczynom i kobietom wmawia się, że jeśli nie będą idealnie szczupłe, nie zasługują na miłość i akceptację. To nie jest prawda, ale większość osób w to wierzy… bo niestety „siła rażenia” mediów jest ogromna. A producentom suplementów, autorom poradników i diet-cud tylko w to graj. Dzięki wmawianiu ludziom, że nie są nic warci bez ich produktów, zarabiają miliony.

Tymczasem autorka książki przekonuje, że nie można oceniać samych siebie tylko po cyferkach na wadze. Oczywiście powinniśmy dążyć do zmiany nawyków, ale nie dlatego, żeby „zasłużyć” na akceptację i miłość, a dla samych siebie. Dla własnego dobra. W dodatku takie zmiany mają również drugie dno. Poprzez nie możemy naprawdę rozwinąć się duchowo, bo, jak przekonuje Lysa TerKeurst, bez pomocy Boga pokonanie nałogu jest niemożliwe. Bez Niego prędzej czy później się załamiemy, zrezygnujemy, odłożymy plany na czas bliżej nieokreślony. A powinniśmy się starać, bo tylko od nas zależy, czy i kiedy będziemy czuć się dobrze sami z sobą.

Książka jest podzielona na krótkie rozdziały zakończone „refleksjami osobistymi”, czyli odpowiednio sformułowanymi pytaniami do czytelniczek. Każdy rozdział daje do myślenia, a dodatkowo opatrzony jest cytatami z Biblii i ich interpretacją, przeprowadzoną przez autorkę.

„Stworzona, by pragnąć” to lektura idealna dla każdej kobiety. Pokazuje, że apetyt i chęć jedzenia nie są czymś złym, jak próbują nam wmówić media, ale jednocześnie przekazuje, jak mądrze postawić sobie granice i jak zastąpić wymówki prowadzącymi do zwycięstwa z własnym lenistwem i pragnieniami odpowiednimi zasadami. Lysa TerKeurst podchodzi do czytelniczek jak do swoich przyjaciółek, czyli ze spokojem i życzliwością; uczy je, jak prawdziwie kochać siebie i dzieli się własnymi doświadczeniami. Nic nie zataja, nawet wstydliwych momentów na swojej drodze do uwolnienia się od „słodyczowego nałogu”. A takich momentów było sporo.

Także, Drogie Kobiety, jeżeli macie problem z zaakceptowaniem siebie, nie czujecie się dobrze we własnym ciele, a jednocześnie nie potraficie przeciwstawić się pragnieniu cukru – sięgnijcie po tę książkę. Nie pożałujecie, a na pewno zyskacie i docenicie „Stworzoną, by pragnąć” tak, jak zrobił to „New York Times”, który umieścił tę pozycję na liście swoich bestsellerów.

 

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu „Aetos”. 

 

PS. A jeżeli mielibyście ochotę zakupić książkę – zapraszam pod ten link: https://aetos.pl/sklep/stworzona-by-pragnac/

Napisz komentarz