Autor: Ewa Bauer Gatunek: , , ,
Ocena

Po deszczu zazwyczaj znów wychodzi słońce – często to słyszymy, nie tylko w kontekście zawiłości meteorologicznych. To powiedzenie ma za zadanie poprawić nastrój, pocieszyć. Dodać nadziei na lepsze, słoneczne jutro.

Anna, którą spotykamy już po raz trzeci (poprzednio w „W nadziei na lepsze jutro” i „Kruchości jutra”), wyjechała wraz z synami do Barcelony, chcąc zapomnieć o przeszłości i rozpocząć całkowicie nowy rozdział. Niestety, obcy kraj, ale bagaż doświadczeń wciąż ten sam. Proces Michała trwa w Polsce, ale został tak nagłośniony, że mówią o nim również w hiszpańskiej telewizji. W dodatku telefonami zadręcza ją Agata, siostra byłego partnera, namawiając na odwiedziny u niego. Anna przeżywa na przemian wzloty i upadki, a warunki w nowym miejscu wcale nie są tak piękne, jak wydawało jej się przed przeprowadzką. Boryka się z wieloma trudnościami – problemem okazało się znalezienie pracy, mieszkania, a także niespodziewana choroba dziecka. Czy zdoła pokonać przeciwności, odnaleźć w sobie radość i spokój, spotkać bratnią duszę i odzyskać utraconą nadzieję na słoneczne jutro?

Książka okazała się trochę mniej dynamiczna niż poprzednie tomy. Przeczytałam ją jednak z dużym zainteresowaniem, ze względu na przyjemną, kulturową podróż do Barcelony, którą mogłam odbyć, nawet nie ruszając się z domu.

Autorka dokonała zaiste niezwykłej sztuki. Mianowicie skonstruowała ciekawą, wciągającą fabułę, opierając ją właściwie tylko na doświadczeniach kulturowych Anny, jej perypetiach z Hiszpanami, wycieczkach i poznawaniu miejscowych zwyczajów. Razem z główną bohaterką czytelnik ma szansę przeżywać niemal każde wydarzenie, czując się tak, jakby również znajdował się w danej chwili w Barcelonie. Wielkie brawa za tak obrazowe przedstawienie sytuacji.

Oczywiście duże znaczenie miała wiedza Ewy Bauer o Barcelonie. Wiedziałam, że dobrze zna to miasto, ale i tak jestem pełna podziwu. Opisała każdą tradycję, każde miejsce tak dokładnie, jakby żyła wśród nich od urodzenia. Tak więc jeśli ktoś planuje wycieczkę do Barcelony, zamiast po przewodnik niech sięgnie po „Słoneczne jutro”. Dużo bardziej praktyczna, a przy tym gwarantująca miło spędzone chwile lektura.

Bardzo wiernie zostały również oddane problemy, z którymi musi zmierzyć się osoba, rozpoczynająca życie na emigracji. Trudności w znalezieniu pracy, bariera językowa, nowa szkoła (to akurat stres zarówno dla rodziców, jak i dzieci), tęsknota za rodziną pozostawioną w ojczyźnie. Jednocześnie autorka tchnie w czytelnika nadzieję, że mimo początkowych kłopotów, da się przetrwać i ułożyć sobie życie na nowo.

Dobrze przedstawione zostały także trudy macierzyństwa; rozterki związane z pójściem dzieci do nowej szkoły, pozostawieniem ich w tej placówce, a także ciężka choroba potomka. Również i w dziedzinie rodzicielstwa autorka musi mieć duże doświadczenie, które potrafi przelać na papier i użyć do stworzenia wciągającej fabuły.

Postacie stworzone przez Ewę Bauer są bardzo realistyczne, wyraziste. Zarówno Anna, jak i Kuba z Maćkiem mają przysłowiowe „charakterki”, przez co żaden czytelnik szybko ich nie zapomni. Duży plus również za postać Daniela, którego polubiłam bardzo szybko, ale który na szczęście nie został sztucznie wyidealizowany.

Jedyną wadą powieści jest to, że w akcję wkradał się chaos. Moim zdaniem metoda: teraźniejszość – przeszłość (zajmująca większość książki) – płynne przechodzenie z powrotem do teraźniejszości nie jest zbyt dobra. Dlaczego? Właśnie dlatego, że zazwyczaj sporo czasu zajmuje czytelnikom takie przestrojenie się… Wydarzenia na jednej stronie mają miejsce w teraźniejszości, a na kolejnej stronie już rok wcześniej. Postrzeganie całości akcji jest wtedy nieco zaburzone. Wolałabym, gdyby wszystko było przedstawione jasno, wyraźnie i zrozumiale.

Zakończenie było interesujące, niejednoznaczne. Między innymi ten czynnik spowodował, że nabrałam ochoty na przeczytanie kolejnego tomu trylogii „Kolory uczuć”. Szkoda, że „Słoneczne jutro” było już ostatnie, ale rozumiem też zamysł autorki: co za dużo, to prawdopodobnie niezdrowo. Może rzeczywiście lepiej zakończyć pewnym nieodpowiedzeniem niż ryzykować, że czytelnicy po pewnym czasie znudzą się lekturą przygód Anny.

Podsumowując, jeżeli macie ochotę na dobrą, wciągającą powieść (zwłaszcza taką o pięknej okładce) na słoneczne dni, polecam Wam „Słoneczne jutro”. Ja dobrze się przy niej bawiłam, chociaż niejednokrotnie przeżywałam także inne emocje. Żałuję tylko, że nie poznam dalszych losów Anny, jej synów i Daniela.

 

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu „Szara Godzina”.

Napisz komentarz