Autor: Edyta Kowalska Gatunek:
Ocena

Wojna jest potwornym przeżyciem i dla wielu osób stanowi koniec. Koniec życia, a jeśli nawet nie tego fizycznego życia, to psychicznego. Utrata rodziny, kalectwo, zniszczony dom… Skutki wojny można wymieniać w nieskończoność. Mało kto jednak mógłby przypuszczać, że wojna może być także nowym początkiem…

Weronika w dzieciństwie przeżyła koszmar. Jako trzynastolatka straciła całą rodzinę – żołnierze niemieccy przybyli do jej wsi i podpalili jej dom, zamordowali nie tylko rodziców i rodzeństwo, ale także większość zwierząt. Dziewczynka musiała zamieszkać u swojej nauczycielki i jej męża (który, nawiasem mówiąc, za nią nie przepadał). Poznała jednak Franka, partyzanta, w którym się zakochała. Franek, oprócz tego, że był obiektem jej westchnień, został także jej wybawcą – uratował ją od utraty godności, a może nawet od śmierci z rąk gestapowca.

Wojna jednak zarówno dla Weroniki, jak i dla Franka okazała się nowym początkiem. Zmienili tożsamość i wyjechali razem do Danii, gdzie w owym czasie wielu było polskich emigrantów. Jednak jeżeli ktokolwiek pomyślał, że na tym skończą się tragedie w życiu dziewczyny, był w ogromnym błędzie… Pasmo strasznych wydarzeń dopiero się rozpoczęło. Weronika będzie musiała stawić czoła wielu przeciwnościom i stać się bardzo silną osobą. Niezłomną.

Ponad siedemdziesiąt lat później wnuczka Weroniki, Julia, otrzymuje list z Danii. Nawet w jednej malutkiej części nie jest świadoma tego, czego doświadczyła jej babcia. Minęło jednak wystarczająco dużo czasu i będzie musiała się dowiedzieć…

Książka była bardzo wciągająca, do tego stopnia, że przeczytałam ją w parę godzin. Oprócz tego była naprawdę niezwykle poruszająca, ale i tchnąca nadzieję. Autorka wszystko ułożyła tak, że właściwie każdy doświadczył jakiejś tragedii w swoim życiu, przez co trudno mi było kogokolwiek źle oceniać. Najlepiej widać to w przypadku Kristiana – byłam na niego wściekła za to, co zrobił, że był przyczyną tylu katastrof, ale z drugiej strony on sam w sobie nie był złym człowiekiem. Po prostu jego doświadczenia tak go ukształtowały.

Ciekawym aspektem powieści był kontrast pomiędzy relacjami damsko-męskimi dawniej i dziś. Z jednej strony małżeństwo Weroniki i Franka, niby wzorowe, prawdziwa miłość, ale jednak kobieta miała poczucie jakiejś podległości mężowi. Że powinna być w domu, kiedy mąż wraca, bo inaczej będzie zły. Z drugiej strony partnerska relacja Julii i Rafała, symbol dzisiejszych par. Która wersja miłości bardziej mi się podobała? Cóż, ciężko powiedzieć, ale chyba zostanę przy Julii i Rafale, czyli symbolach kochanej współczesności.

Powieść pokazuje, jak kruche potrafi być szczęście. W jednej chwili jest, a w następnej może go już nie być. Ten fakt prowadzi do oczywistego wniosku – należy cieszyć się każdą chwilą i nie narzekać zbytnio na to, co jest teraz, bo zawsze może być jeszcze gorzej. Często nie dostrzegamy, że w danym momencie jesteśmy naprawdę szczęśliwi. Zrozumiemy to dopiero wtedy, gdy stracimy to, co mamy. Brutalne, ale bywa, niestety, prawdziwe.

Książka ma też pewien wydźwięk motywacyjny, namawiający do odnalezienia w sobie wewnętrznej siły, do niepłakania nad drobiazgami. Taka zasada: padnij – powstań. Jeśli Weronika po tylu tragicznych wydarzeniach, jakie ją spotkały była w stanie to zrobić, to nad czym my się wahamy?

„Ścieżki przeszłości” pokazują też, jak przeszłość wpływa na teraźniejszość. Tytułowe ścieżki, które nasi przodkowie wyznaczają w przeszłości, rzutują na nasze życie, czy tego chcemy, czy nie. Czasem nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale wszystko, co uczynimy, będzie miało swoje skutki. Nieważne, czy teraz, czy za pięćdziesiąt lat.

Autorka absolutnie zachwyciła mnie pięknymi opisami Danii. Nigdy nie byłam w tym kraju, a teraz poczułam chęć, żeby tam pojechać. Mało tego, przez pewien czas czułam się, jakbym towarzyszyła bohaterom podczas pobytu na obczyźnie.

Podsumowując, kto nie boi się mocnych wrażeń – niech śmiało sięga po tę książkę. Zwłaszcza na początku nie brakuje kilku drastycznych scen z udziałem niemieckich żołnierzy i mieszkańców polskiej wsi. Tym bardziej przykre jest to, że te sceny nie są wymysłem wyobraźni autorki. One zdarzyły się naprawdę. Istniały miliony domów i ludzi, którzy zginęli w ten sposób i to jest najgorsze. Oby ludzie już nigdy nie chcieli zadać sobie tak strasznego cierpienia.

 

Za możliwość przeczytania książki i przepiękną dedykację serdecznie dziękuję autorce, Pani Edycie Kowalskiej.

komentarze 2.

  1. Anna Maria napisał(a):

    Bardzo mądre słowa, droga Pani Natalio. Oby. Pozdrawiam serdecznie, jak zwykle dziękując za doskonałą recenzję, jakich naprawdę mało 🙂

Napisz komentarz