Autor: Elżbieta Rodzeń Gatunek: ,
Ocena

Po traumatycznych wydarzeniach często uciekamy, za wszelką cenę pragniemy uniknąć konfrontacji z przeszłością. Czy jednak taka ucieczka ma sens? A jeśli tak, do jakiego dobrego rozdziału w naszym życiu może ona być wstępem?

Nadia ma za sobą straszne przejścia, które zupełnie zmieniły jej osobowość. Kiedyś dziewczyna była silna i samowystarczalna. Teraz ciągle ucieka, nie może znaleźć spokoju. Chociaż mogłaby mieć wszystko, ze stabilizacją finansową włącznie, nic nie układa się tak, jak powinno. Gdy wreszcie znajduje pracę, mimo że poniżej jej ambicji – ma zostać opiekunką osoby niepełnosprawnej – nie posiada się z radości. Ma nadzieję, że ta posada zapewni jej spokój, o którym tak marzy i którego tak potrzebuje.

Garrett żył tak, jak chciał. Miał wszystko, czego mógł zapragnąć. Wspaniałą dziewczynę, sukcesy, pieniądze. Do czasu, aż okrutne zdarzenie mu to odebrało. Teraz jest prawnikiem, świetnie radzi sobie zawodowo i każdego dnia udowadnia, że niepełnosprawność nie może stanąć mu na drodze do osiągnięcia szczęścia. Oddaje się rozrywkom, o których i niektórym zupełnie zdrowym ludziom się nie śniło. Tym bardziej irytuje się, gdy rodzice przed swoim wyjazdem zatrudniają do niego pielęgniarko-opiekunkę. Postanawia zrobić wszystko, co w jego mocy, aby się jej pozbyć.

Sięgnęłam po tę książkę z nadzieją, że trafię na pozycję podobną do „Zanim się pojawiłeś”. Podobną w wielu szczegółach, z wyjątkiem zakończenia. Chyba cały czas nie mogę przeboleć końca tamtej historii i podświadomie mam nadzieję, że inny autor/autorka w swoim nieco przypominającym tamto dziele da postaciom możliwość życia długo i szczęśliwie. Ale to nie była moja jedyna motywacja. Byłam również zwyczajnie ciekawa, jak polska autorka przedstawi niepełnosprawnego bohatera. Czy uczyni z niego osobą silną i niezależną, czy wręcz przeciwnie?

No i odpowiedziałam sobie na to pytanie. Co bardzo mnie cieszy, Elżbieta Rodzeń wybrała pierwszą możliwość i wykreowała Garretta na człowieka chyba silniejszego i bardziej niezależnego od kogokolwiek „pełnosprawnego”. Wiem, że niektórzy zarzucają autorce, że ta postać jest zbyt samodzielna, zbyt dobrze funkcjonująca, zbyt „normalna”. Ja jednak uważam, że nawet jeśli faktycznie tak jest, to nie szkodzi. Tak stworzony Garrett może co najwyżej zmotywować osoby zmagające się z ograniczeniami swojego ciała do dalszej walki i przekonać je, że nie warto się poddawać, bo nawet na wózku można robić bardzo wiele rzeczy.

Także, jak możecie wywnioskować z powyższego akapitu, Garretta polubiłam. Zaś co do Nadii… muszę przyznać, że to pierwsza od dawna bohaterka romansu, która mnie nie irytowała, a którą wręcz obdarzyłam sympatią! Z tego miejsca muszę bardzo serdecznie podziękować Pani Elżbiecie Rodzeń, że przywróciła mi wiarę w kobiece bohaterki romansów. Nadia urzekła mnie zwłaszcza swoją wiedzą i wykształceniem medycznym (pielęgniarskim). Autorka wiele czasu poświęciła na omawianie medycznych szczegółów, zabiegów, sposobów leczenia, samych leków… Czyli w kilku słowach: ta książka to gratka dla takich jak ja fanów medycyny.

Książka jest mocnym głosem przeciw przemocy w ogóle, ale zwłaszcza przeciw przemocy wobec kobiet, które często nie potrafią się bronić i zapędzone przez despotycznych partnerów w kozi róg, nie umieją się z niego wydostać. Przykładem takiej kobiety jest Nadia, za którą skutki traumatycznych wydarzeń związanych z poprzednim partnerem ciągną się miesiącami. Nie dość, że bohaterce towarzyszy ciągły strach, to jeszcze dokładnie opisane dolegliwości fizyczne. Przesłanie dla wszystkich kobiet i dziewcząt, zawarte w sekcji „Od autorki”: „Macie prawo się bronić i walczyć o swoje szczęście”. Należy o tym bezwzględnie pamiętać.

Jedna sprawa, do której mam zastrzeżenia: moim zdaniem do książki zupełnie niepotrzebnie został wprowadzony wątek Garretta jako… hm… pomocnika w pewnych sprawach. Piszę w tak zawoalowany sposób, bo nie chcę spojlerować, a ta kwestia jest jednak dość ważna dla fabuły. Generalnie całe te „zabawy” rodem z innego działu literatury były tutaj kompletnie nie na miejscu. Czy nie wystarczyłaby zupełnie zwyczajna historia miłości dwóch osób z trudną przeszłością? Historia miłości, pokonującej bariery? Naprawdę trzeba było aż tak wszystko komplikować? Do tego te dziwaczne „związki” Garretta i to, że niby nie chciał wiązać się na stałe, a potem nagle… BUM.

Podsumowując, gdyby nie jeden wątek, powieść byłaby naprawdę udana. Jakiegoś drobnego podobieństwa do „Zanim się pojawiłeś” można się dopatrzyć, ale na szczęście nie w zakończeniu. Czyli dostałam to, czego pragnęłam. Z grubsza. Dla mnie największą zaletą byli świetnie wykreowani bohaterowie i ciekawe zwroty akcji. No i oczywiście medyczne szczególiki, za którymi przepadam. Zapamiętałabym „Przyciąganie” zupełnie dobrze, gdyby nie ten wątek, o którym pisałam wyżej, a który pozostawił niesmak. Niestety.

 

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu „Zysk i S-Ka”.

Napisz komentarz