Autor: Nicola Yoon Gatunek:
Ocena

Większość z nas narzeka. Częściej lub rzadziej, ale narzeka. Na różne rzeczy. A to na złą pogodę, a to na hałas, który robią samochody, a to brud, który pies przynosi ze spaceru… Wydaje się, że mamy tego wszystkiego dość i chcielibyśmy nigdy więcej się z tym nie zetknąć. Ale co by było, gdybyśmy rzeczywiście nigdy nie doświadczyli tego wszystkiego, na co tak zajadle codziennie narzekamy? Gdybyśmy to wszystko oglądali jedynie zza szyby? Czy przypadkiem nasz punkt widzenia by się nie zmienił?
Madeline Whittier właśnie skończyła osiemnaście lat. Zazwyczaj osoby w tym wieku myślą pomału o wyprowadzce z domu, o studiach, związkach, imprezach… Ale nie ona. Jej głowę zaprząta tylko jedna sprawa: choroba. Od siedemnastu lat nie wyszła z domu, nigdy nie widziała na żywo drzew, ptaków, słońca, oceanu… Krótko mówiąc, świata. Jej alternatywa to pokój z szybami do ziemi i „ogród zimowy” ze sztucznymi roślinami. Jedyne osoby, z którymi się kontaktuje, to jej matka i osobista pielęgniarka, Carla (będąca jednocześnie jej najlepszą przyjaciółką). Do tego lekcje przez internet, białe ubrania i dużo, dużo książek. Miłośnicy czytania mogą stwierdzić, że to świetna sprawa, nie musieć nic innego robić, tylko poznawać kolejne powieści. Jednak myślę, że takie życie wszystkim znudziłoby się po paru dniach. W końcu ile można czytać, prawda? Od czasu do czasu potrzeba trochę przerwy, innych zajęć. Tylko jakich? Chyba każdy czułby się jak w więzieniu, nawet mając przy sobie tak wspaniałą matkę, jak pani Whittier.
I pewnego dnia pojawia się… Olly. Zabójczo przystojny, zwinny, ubrany na czarno. Część świata zewnętrznego, który pozostawał jedną wielką niewiadomą dla Madeline. Wprowadził się do domu obok, całkowicie burząc względny spokój ducha dziewczyny.
Pewnego dnia Madeline postanawia zaryzykować wszystkim dla… miłości i dla poznania wreszcie, jak to jest żyć pełną piersią. Tylko czy wszystko zakończy się happy-endem, czy niekoniecznie?
Książka bardzo poruszająca, posiadająca drugie dno. Opowiada nie tylko historię Madeline i Olly’ego, ale też przedstawia problem matki Madeline, która nie potrafiła uporać się z bólem po śmierci męża i syna. Możemy z tego wyciągnąć taką naukę, że często przez rozgrzebywanie przeszłości krzywdzimy nie tylko siebie, ale też innych. Możemy im zabrać życie, nawet dosłownie.
W książce sporo było ładnych ilustracji, wykonanych przez męża autorki, Davida Yoona. Muszę przyznać, że to i śliczna okładka dodaje dużo uroku treści. Wszystko razem stanowi interesującą, przyjemną dla oka całość, którą mogę z czystym sumieniem polecić czytelnikom na wakacje. I nie tylko.
Rok temu na wakacyjny wyjazd zabrałam ze sobą „Zanim się pojawiłeś”. I muszę przyznać, że nie była to dobra decyzja. Książka zdecydowanie nie pozostawała w urlopowym klimacie, ale też poruszała inny temat i jej koniec nie był szczęśliwy. Nicola Yoon kierowała się zupełnie innymi rzeczami niż Jojo Moyes i wyszło jej to na dobre. Jej i nam, czytelnikom. Ponadto styl pisania autorki „Ponad wszystko” jest lekki i przyjemny.
Oczywiście w książce było kilka elementów, które nie do końca mi się podobały. Przede wszystkim, czegoś brakowało mi na końcu. Relacje Madeline z matką nie zostały do końca opisane, być może był to celowy zabieg, ale jednak wolałabym, gdyby autorka wszystko wyjaśniła. Ot, takie moje małe pretensje 😉 .
Widziałam również film na podstawie tej powieści, ale to już zupełnie inna sprawa. Przyznam tylko, że był całkiem niezły, ale pozostanę jednak przy staromodnym stwierdzeniu, że książka była lepsza 😉 .

 

Książkę do przeczytania udostępniło wydawnictwo „Dolnośląskie”, za co bardzo dziękuję.

komentarze 2.

  1. Anna Maria napisał(a):

    Bardzo ciekawa i wnikliwa recenzja:) pozdrowienia:)

Napisz komentarz