Autor: Katarzyna Gurnard Gatunek:
Ocena

Młodzi ludzie często wyobrażają sobie emeryturę jako niesamowicie nudny okres, podczas którego jedyną rozrywką jest oglądanie telewizji czy plotkowanie o sąsiadach. Henryka Orłowska jest jednak całkowitym zaprzeczeniem tych domysłów – można by sądzić, że ta samotna (choć nie do końca) starsza pani ma więcej zajęć niż niejeden obywatel w wieku produkcyjnym. Tak czy owak, nasza bohaterka raz już musiała zmierzyć się z wydarzeniem, które kogoś innego przyprawiłoby o pomieszanie zmysłów, a jeszcze kogoś o niechybną śmierć w wyniku zawału. Kogokolwiek, tylko nie ją! Tym razem również kobieta musi zmierzyć się z nie byle czym, bo… z morderstwem.

Raz już amatorskie śledztwo przyniosło efekty. Jak będzie tym razem? Starsza pani postanawia po raz pierwszy w życiu wyruszyć za granicę i wykupuje w biurze podróży wycieczkę autokarową do Paryża. Jednak, jak to czasem bywa, nic nie idzie zgodzie z planem. Najpierw kierowca wraz z przewodniczką opóźniają wyjazd z kraju jak tylko mogą, obwożąc turystów po wątpliwych atrakcjach (jak Muzeum Motka i Szydełka czy przydrożna karczma, która aż prosi się o pilną wizytę sanepidu), następnie jeden z uczestników wycieczki robi awanturę wszystkim i o wszystko, by wreszcie ten sam uprzejmy pan zaczął zachowywać się jeszcze dziwniej po to tylko, aby za chwilę okazało się, iż jest martwy. W tak dramatycznych okolicznościach turyści kończą swoje wojaże nie w stolicy Francji, a na miejscowym komisariacie i godzinnych przesłuchaniach. Każdy z uczestników wycieczki jest podejrzany o morderstwo i, jak to zwykle bywa, każdy ma motyw oraz możliwości, ale i alibi. Dla pani Henryki nie ma jednak sytuacji bez wyjścia… Postanawia rozpocząć własne śledztwo, po drodze nieraz się narażając, ale i co nieco zyskując. Jaki będzie efekt działań starszej pani? No i oczywiście, fundamentalne pytanie: kto zabił?

Pierwsza książka Katarzyny Gurnard („Pani Henryka i morderstwo w pensjonacie”) spotkała się z bardzo ciepłym przyjęciem wśród czytelników, więc wszyscy oczekiwali, że druga również spełni ich oczekiwania. Dopiero kilka dni minęło od premiery, a ja już mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że autorka się spisała ( 😉 ). Powieść nie tylko spełnia oczekiwania. Nie tylko je podtrzymuje. Ona jeszcze bardziej je podnosi.

Wbrew pozorom skonstruowanie drugiej panny Marple wcale nie jest łatwym zadaniem. Bo przecież trzeba tak dobrać wszystkie jej cechy i okoliczności jej życia, aby nie tylko ją uwiarygodnić, ale także sprawić, że odbiorcy ją pokochają. Agacie Christie się to udało. Mogę jednak śmiało powiedzieć, że Katarzynie Gurnard również. Pani Henryka nie tylko jest bardzo wiarygodna, a wszystkie sytuacje z jej udziałem niezwykle realne, ale jeszcze zadziwia intelektem i subtelnością. Sympatyczna emerytka z każdą kolejną historią staje się jedną z moich ulubionych bohaterek literackich.

Cecha pani Henryki, która mnie absolutnie urzekła, to właśnie jej subtelność oraz tak ogromny optymizm. Z przyjemnością czytałam fragmenty, w których niesprzyjające warunki, czy to podróży, czy lokalowe, dawały się postaciom we znaki, a Orłowska bez cienia grymasu niezadowolenia podchodziła do wszystkiego z wręcz dziecięcą radością. Każdą sytuację traktowała jak okazję do nauczenia się czegoś nowego. Zresztą, skoro już przy tym jesteśmy, nie sposób nie wspomnieć o zamiłowaniu sympatycznej emerytki do wszelkiego rodzaju kursów, kółek dyskusyjnych czy wycieczek z klubem seniora. Nieważne, czy warsztaty dotyczyły akurat kładzenia kafelków czy obsługi komputera – Henryka była pierwszą osobą, którą fascynowały takie spotkania. Moim zdaniem jest to postawa godna podziwu – po prostu Orłowska uważała, że może zawsze czegoś nowego się nauczyć, a nie wiadomo, kiedy akurat ta wiedza się jej przyda. Chciałabym umieć podchodzić w ten sposób do życia zwłaszcza w trakcie przyswajania nudnych informacji w szkole 😉 .

Katarzyna Gurnard do każdej historii kryminalnej podchodzi bardzo delikatnie i dba o to, aby nie była ona zbyt brutalna czy agresywna. Jej powieści nie emanują krwawymi scenami, a inteligencją – i to jest właśnie to, co mnie w jej książkach fascynuje. Autorka kładzie nacisk na proces dedukcji i odnajdowanie kolejnych poszlak, ukazuje to, jak po kolei Henryka dochodzi do tego, kto zabił. Przy tym emerytka jest osobą, jak już pisałam, niesamowicie subtelną i zawsze wierzy, że nawet w mordercy kryje się pierwiastek dobra, a jedynie okoliczności ukształtowały go tak czy inaczej.

„Pani Henryka i morderstwo w autokarze” to niezwykle ciepła, sympatyczna opowieść o tym, że można zrobić coś wielkiego niezależnie od wieku, wykształcenia i stanu majątkowego, a także o tym, że nie szantaż i przemoc, a miłość i życzliwość naprawdę powinny się liczyć. Nawet w przypadku śledztwa w sprawie morderstwa. Serdecznie polecam!

 

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję wydawnictwu „Lira” oraz autorce, Pani Katarzynie Gurnard.

Napisz komentarz