Autor: Małgorzata Falkowska Gatunek: , , ,
Ocena

Nawet największe szczęście jest w stanie zniszczyć ktoś trzeci… Te dziewięć słów umieszczonych na okładce powieści bardzo trafnie ilustruje fabułę. Choćby ten ktoś kiedyś był nawet nam bliski. Albo był ojcem naszego dziecka.

Magdę i Alka zapoznaliśmy już w poprzednim tomie. Tamta książka kończy się optymistycznie; bohaterowie patrzą z nadzieją w przyszłość i liczą na swój własny „happy end„. Ale drugi tom bezlitośnie rozwiewa złudzenia czytelników – nic nie przebiega tak, jak miało przebiegać. Postacie zamieszkują w Łodzi; liczą na spokój i rozpoczęcie nowego rozdziału we wspólnej historii. Niestety przed przeszłością nie da się uciec – ona dosięga ich w najmniej spodziewanym momencie. Pewnego dnia Pola, córka Magdy, znika. Kobieta podejrzewa, kto za tym stoi. Aby odzyskać dziecko, musi powrócić do domu rodzinnego – czyli do paszczy lwa.

Znając styl pisania Małgorzaty Falkowskiej, wiedziałam, że sięgając po tę lekturę nie zawiodę się. Autorka niezwykle umiejętnie konstruuje świat przedstawiony, a dzięki temu, że osadza fabułę w znanych czytelnikowi miejscach (w konkretnych miastach, obiektach), łatwo jest sobie wszystko wyobrazić.

Możemy również odrobinę wejrzeć w życie i profesję ulicznego malarza. Przecież będąc gdzieś na wakacjach czy wycieczce, mijamy ich wielu, często nawet nie oglądając się i nie zastanawiając, jak im się żyje i dokąd idą, jak już opuszczają swoje „stanowiska pracy”. Niejednokrotnie ich historie są interesujące, poruszające lub w jakiś sposób bolesne. Niejednokrotnie ślady tych historii możemy odnaleźć, zerkając przelotnie na wystawione, niepozornie oparte o krawężnik obrazy. Myślę, że poznając Alka możemy zmienić zdanie o ulicznych malarzach. Często przecież kształtujemy je na podstawie krzywdzących stereotypów czy plotek. A przecież chodzi o to, aby skupiać się na człowieku, każdego oceniać osobno i o każdym indywidualnie, uczciwie wyrabiać sobie zdanie. „Paleta marzeń” może nas wiele w tym względzie nauczyć.

Tak więc, jak mogliście się domyślić, Alka generalnie polubiłam. A co z Magdą? Hmm, to już temat na dłuższy akapit. W pierwszym tomie podziwiałam ją za umiejętność postawienia się wszystkim i robienia tego, co mówiło jej serce. Natomiast teraz… Jak pewnie pamiętacie, a jeśli nie to nie czytajcie następnych zdań 😉 , eksmąż kobiety był właściwie jej katem. Znęcał się nad nią fizycznie i psychicznie. Nie chciał być ojcem. Magda uciekła od niego, bojąc się go i nienawidząc jednocześnie. W drugim tomie jednak mamy do czynienia z czymś na kształt… syndromu sztokholmskiego? Rozumiem, że na propozycję Marcina kobieta przystać musiała, z różnych względów, aczkolwiek momentami wątpiłam, czy coś takiego naprawdę mogłoby wydarzyć się w rzeczywistości, ale to, co miało miejsce później… Magda była zupełnie spokojna, przebywając z nim pod jednym dachem, a nawet zaczęła żywić do niego ciepłe uczucia. Nie bała się go, rozmawiała z nim jak gdyby nigdy nic, a nawet jeszcze serdeczniej. Dla mnie było to co najmniej dziwne.

Natomiast to, co autorka odwzorowała dobrze, chociaż może w trochę zagmatwany sposób, to ogromny problem wśród rozwiedzionych małżeństw – „pogrywanie” dzieckiem, czynienie z niego karty przetargowej. Często dzieje się to wręcz nieświadomie – rodzice zaczynają przerzucać odpowiedzialność, dokuczać sobie nawzajem przy pomocy dziecka, szafować tematem opieki nad nim. Marcin postąpił właściwie w jeszcze gorszy sposób. Moim zdaniem jednak można było przedstawić to w sposób mniej zawiły i bez wciągania w to matki Magdy. Ten pomysł niezbyt mi się spodobał.

Podsumowując, jeśli szukacie książki na wakacje, przy której spędzicie przyjemne chwile, możecie śmiało sięgnąć po „Paletę marzeń. Zagubione szczęście”. Nie spodziewajcie się jednak po fabule dużego realizmu. Są jego elementy, o których pisałam wyżej, ale są również elementy, które ciężko byłoby umiejscowić w prawdziwym życiu. Musicie przygotować się też na irytujące momenty w wykonaniu Magdy. Ogólnie jednak powieść jest dość wakacyjna, a jej okładka też to potwierdza. Na pewno będzie ślicznie wyglądała na Waszej półce.

 

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu „Lira”.

Napisz komentarz