Autor: Laura Adori Gatunek: , ,
Ocena

Lukrecja na ogół jest słodka, a podobno sproszkowana jest wiele razy słodsza od cukru! Gdy to przeczytałam, od razu pomyślałam, że dla bohaterki serii Laury Adori takie imię jest idealne. Sama przyprawa ma sporo właściwości leczniczych, zdziwiłam się, jak dużo. Czy to samo można powiedzieć o energicznej czterdziestolatce, polskiej Bridget Jones? Zależy. Dla czytelników na pewno lektura jej przygód może mieć uzdrawiające znaczenie. Wyleczy przede wszystkim z jesiennej chandry i doda energii nawet w zimny, deszczowy dzień. Jeśli nieco wgłębić się w fabułę powieści, Lukrecja potrafiła uzdrawiać także dusze swoich przyjaciółek, Wery i Claudynki. Sądzę więc, że już samo to imię ma pewną symbolikę, która towarzyszyć nam będzie przez wszystkie tomy opisujące życie tej zwariowanej kobiety.

Lukrecja, jak już dowiedzieliśmy się w „Przebudzeniu Lukrecji”, poszukuje miłości. Ma czterdzieści lat, a każdy jej związek okazuje się niewypałem. Napotkani mężczyźni oferują jedynie przelotną przyjemność, nieuchwytną i przemijającą, na dłuższą metę nie wnoszącą do jej duszy nic. A wiadomo, zegar biologiczny tyka… Jej najlepsze przyjaciółki, Wera i Claudynka, to na pierwszy rzut oka kobiety sukcesu. A jednak każda od lat szamocze się z samą sobą. Obie pozostają pod wpływem nieudanych związków, a wiadomo, że nic tak nie oddziałuje na przyszłość jak przeszłość. Wszystkie trzy próbują wzajemnie się wspierać, czasem wmawiać sobie, że miłość wcale nie jest do szczęścia potrzebna, ale wydaje się, że świat obrócił się przeciwko nim. Nawet matka Lukrecji, dość już wiekowa kobieta, spełnia się w szczęśliwym związku. Prawie każda przypadkowo spotkana kobieta nosi pod sercem dziecko, tylko Lukrecja, Wera i Claudynka pozostają samotne, bez nadziei na posiadanie potomka. Do czasu. Gdy Lukrecja spotyka Konstantego, wszystko staje na głowie. Kobieta uznaje, że to przeznaczenie podsunęło jej tego księcia na białym koniu, że to właśnie ten, z którym będzie smakować życie aż do późnej starości. Jednak, jak to zwykle bywa, idylla szybko się kończy. Czy mimo wszystko Lukrecji i Konstantemu uda się doczekać szczęśliwego zakończenia?

Osobiście szalenie polubiłam Lukrecję, właściwie to pokochałam ją już podczas lektury pierwszego tomu jej przygód. Uważam, że Laura Adori stanęła na wysokości zadania i wykreowała niesamowicie realną bohaterkę, momentami aż za realną. Cała historia okraszona jest dużą dawką poczucia humoru, co sprawia, że książkę czyta się bardzo sprawnie i wręcz nie sposób się od niej oderwać. Perypetie Lukrecji są przedstawione optymistycznie i z dystansem, co nie oznacza, że główna bohaterka nie okazuje emocji lub jest za bardzo rozhisteryzowana. Nic z tych rzeczy! Wszystko jest wręcz idealnie wymierzone, jakby autorka podczas pisania korzystała z tajemniczej miarki, wyznaczającej odpowiednie proporcje. Nie za dużo scen miłosnych, nie za dużo smutku, nie za dużo niepowodzeń, nie za dużo szczęścia. Czyli tak, jak… w normalnym życiu.

Książka jest przepełniona zmysłowością, tajemniczością. Co mnie bardzo cieszy, autorka nie powtórzyła „błędu” (w moim przekonaniu) z „Przebudzenia Lukrecji” i nie opisywała scen erotycznych zbyt dosłownie. Nie poświęciła im też zbyt dużo miejsca, ale jednocześnie cały czas pozostały one ważną częścią życia bohaterki. Jak w rozmowie ze mną przyznała Laura Adori: „Erotyka to niezwykle istotna część naszego życia. Trudno się bez niej obyć i w rzeczywistości, i w powieści, ale jak we wszystkim, co dotyczy naszych zmysłów, w scenach erotycznych szukam tego, co działa na naszą wyobraźnię, staram się unikać dosadności”. W „Owocach Lukrecji” rzeczywiście brakuje tej dosadności i to działa zdecydowanie na plus książki.

Powieść jest zdecydowanie motywująca. Wiele razy, gdy kończyłam czytać rozdział i musiałam wracać do innych czynności, czułam się, jakby ktoś wstrzyknął mi nową porcję energii. Książka inspiruje też do czerpania radości z życia, bo przecież nic nie jest nam dane raz na zawsze. Każda sekunda jest niepowtarzalna, jest największym darem, jaki mogliśmy dostać. Tak często o tym zapominamy, a później żałujemy, bo przecież kiedyś było tak pięknie… A my nie zdążyliśmy się tym nacieszyć. Ta chwila cichutko się oddaliła, a my, w natłoku obowiązków i wszechobecnego pośpiechu, nawet tego nie zauważyliśmy. Lukrecja daje nam przykład, jak smakować każdą chwilę.

W książce został poruszony ważny temat, a mianowicie wiara w siebie i swoje możliwości, w miłość, w przyjaźń. W końcu chyba nie ma kobiety, która w skrytości ducha nie marzy o takich przyjaciółkach, jak Wera i Claudynka albo o takim mężczyźnie jak Konstanty. Jednak widzimy też, że sukcesy w żadnej dziedzinie nie pojawią się bez wiary. Jeśli nie wierzymy w miłość, nigdy jej nie odnajdziemy. Jeśli nie wierzymy w przyjaźń, nigdy nie poznamy bratniej duszy. Jeśli nie wierzymy w siebie, nie osiągniemy nic – nie doznamy ani miłości, ani przyjaźni, ani sukcesów osobistych. Jeżeli brakuje nam tej wiary, powinniśmy ją w sobie jak najszybciej rozbudzić. Pomóc w tym może właśnie czerpanie radości z każdej chwili. Inaczej życie przecieknie nam przez palce, a my dożyjemy starości, nie wiedząc, co to szczęście.

W książce znalazło się też sporo świetnych przepisów, zwłaszcza na zdrowe koktajle. Widać, że wielką pasją autorki jest właśnie gotowanie i że każdy z tych przepisów ma wypróbowany i opanowany do perfekcji. To ważne, bo czytelnik jest istotą wrażliwą i na kilometr wyczuje suche fakty, przepisane po prostu z książki kucharskiej, na dodatek bez krztyny zaangażowania emocjonalnego ze strony autora. Każda potrawa, którą przygotowywała Lukrecja, wydawała się taka prosta w jej wykonaniu, że czytelnik ma od razu ochotę rzucić się do garnków i przygotować coś podobnego.

Bardzo podoba mi się fakt, że Lukrecja jest blogerką. W końcu sama jestem blogerką i uwielbiam, gdy taki motyw pojawia się w książkach. Pytanie, dlaczego jest go w literaturze tak mało?! Czemu tak niewielka ilość autorów decyduje się uczynić kogoś ze swoich bohaterów blogerem? Ta funkcja jest często po prostu pomijana, wręcz lekceważona, dlatego bardzo się cieszę, że niektórzy autorzy dają blogerom zaszczytne miejsce na kartach swoich powieści. To, przynajmniej dla mnie, ważne i motywujące.

Jak zawsze gdy recenzuję książki wydawnictwa „Lira”, nie mogę nie wspomnieć o prześlicznej okładce! Podoba mi się nawet bardziej niż okładka „Przebudzenia Lukrecji”. Okazuje się, że im dalej w las… tym piękniejsze okładki. Wyrazy uznania dla grafika, który nad nimi pracuje. Naprawdę wykonuje kawał dobrej roboty! Słodkie zdjęcia odzwierciedlają charakter głównej bohaterki i podkreślają jego powiązania z przyprawą lukrecją. Ech, ta wszechobecna słodycz… Aż człowiek ma ochotę spałaszować coś słodkiego…

Bardzo podobało mi się też zakończenie, oczywiście poczułam wielki niedosyt, więc, wszem i wobec oświadczam, że CHCĘ KOLEJNĄ CZĘŚĆ!!! Teraz, pilnie, zaraz. Koniecznie!!!

Jest też kilka spraw, które niezbyt mi się w książce podobały, a mianowicie: za dużo tam wróżb, heksagramów, tarota, przesądów i tego typu spraw. Rozumiem, że łączą się z koncepcją zmysłowości i tajemniczości, ale mimo wszystko… Sądzę, że takie opieranie wszystkiego na heksagramach i przesądach nie jest dobre.

Oprócz tego, straszne zakończenie losów Bogu ducha winnego kotka… Serce mi się krajało. Należę do tej grupy czytelników, która każdego bohatera pozwoli uśmiercić, byle nie zwierzę. Po prostu nie i już.

Podsumowując, powieść ta, jak każda inna, ma swoje wady i zalety. Jednak pozytywne cechy zdecydowanie przeważają nad negatywnymi i moje wrażenie po lekturze jest zdecydowanie na plus. Z niecierpliwością czekam na trzecią część przygód Lukrecji, która, jak zapowiadała w rozmowie ze mną Laura Adori, ma ukazać się za kilka miesięcy. Realizm, romantyzm, humor i zmysłowość – chyba tak najlepiej podsumuję tę książkę.

A kto chciałby dowiedzieć się więcej o Laurze Adori, zapraszam serdecznie do przeczytania wywiadu z nią – znajduje się w zakładce „Wywiady”.

 

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu „Lira”.

komentarzy 6.

  1. Anna Maria napisał(a):

    Wspaniała recenzja! Dziękuję za podpowiedź . pogoda za oknem jesienna, pora na ciepłą i pogodną lekturę:)

    • Natalia Świerczyńska napisał(a):

      Zgadzam się. „Owoce Lukrecji” dodadzą energii i sprawią, że uśmiech znów pojawi się na twarzy czytelnika. Pozdrawiam serdecznie 🙂 !

  2. Magda napisał(a):

    Świetna recenzja. Pora sięgnąć po tę książkę 🙂

  3. Petra napisał(a):

    Bardzo przyjemna książka, zgadzam się:)

Napisz komentarz