Autor: Anna Dąbrowska Gatunek: , ,
Ocena

Bajki zawsze kończą się stwierdzeniem: „I żyli długo i szczęśliwie”. Dzieciom to wystarcza i czują się usatysfakcjonowane. Niektóre jednak po osiągnieciu dojrzałości zaczynają zadawać pytania: „Ale co było później? Przecież życie bohaterów na tym się nie skończyło…”. Właśnie. I tym różni się rzeczywistość od bajki. Że happy endy nie są wieczne; nie zamykają opowieści, jaką są nasze losy, słowem „koniec”. Niestety albo „stety”, musimy cały czas walczyć, aby ten happy end podtrzymać. A to już dużo trudniejsza sztuka…

Kaja i Dominik, opisani w „Nauczycielu tańca”, otrzymali swoje szczęśliwe zakończenie. Był nim ślub, narodziny córki, Bianki oraz otwarcie szkoły tańca. Teraz mamy okazję ponownie wejrzeć w ich życie – po sześciu latach małżeństwa nie jest wcale tak różowo. To, co wcześniej było spełnieniem marzeń, czyli szkoła tańca, dzisiaj staje się niemal przekleństwem – Dominik, uwikłany w rozmaite zobowiązania, spędza w niej więcej czasu niż we własnym domu, zaniedbując rodzinę i pielęgnację swojego związku. Dodatkowo los stawia go w trudnej sytuacji – wybór drugiego instruktora oraz ponowne spotkanie z byłą… kochanką?… – to sprawy, które skutkują kolejnymi problemami domowymi. Kaja, rozżalona z powodu ciągłej nieobecności męża, coraz częściej spotyka się ze swoim  dawnym chłopakiem, Arturem… Czy małżonkom uda się odkurzyć to, co łączyło ich dawniej i uratować związek?

Pierwszy tom, nie ukrywam, niezbyt przypadł mi do gustu. Mało było tam naprawdę autentycznych zdarzeń – czyli w moim rozumieniu takich, które z dużym prawdopodobieństwem mogłyby się wydarzyć w rzeczywistości. Sięgając po drugi tom, miałam nadzieję, że autorka poprawi te rzeczy, które tak raziły mnie w „Nauczycielu tańca”. I po części dostałam to, co chciałam.

W „Nauczycielu tańca. Rewolcie” Anna Dąbrowska postawiła na opis problemów małżeńskich. Generalnie jest to temat rzeka, a wiadomo, że kryzys może dotknąć nawet i najbardziej zgrane, kochające się małżeństwo. Kłopoty Kai i Dominika były do pewnego momentu bardzo normalne i autentyczne. Chociażby konflikt o to, kto odbierze córkę z przedszkola… To było coś, z czego się „cieszyłam” – wreszcie dostałam coś realnego, coś, co można umieścić w realiach prawdziwego życia. Niestety od pewnego momentu… zaczęło się robić nieco dziwnie. Do chwili obecnej nie rozumiem dokładnie zachowania Dominika, [UWAGA, SPOJLER!] kłamiącego na temat swojego rzekomego romansu. Kaja natomiast, zamiast próbować dowiedzieć się, co się dzieje, wierzyła w każde słowo, które ktoś jej podszepnął i zamiast myśleć racjonalnie, całe dnie zalewała się łzami, zaniedbując wszystko i wszystkich. Jednocześnie nawet nie pokusiła się o sprawdzenie, gdzie jej mąż spędza całe doby.

Ciekawa wydała mi się końcowa część książki, kiedy to [UWAGA, SPOLJER!] Dominik został pobity przez… no właśnie. To była pierwsza rzecz, która mnie zastanowiła. Z jednej strony cały czas jesteśmy utwierdzani w przeświadczeniu, że jego i Mag nic już nie łączy, a tu nagle mężczyzna jest w stanie zaryzykować życie, aby zemścić się na jej byłym narzeczonym. Przy tym chyba nigdy nie był w stanie zrobić czegoś podobnego dla Kai. No, ale kontynuując… po tym, jak cała sprawa obraca się przeciwko Dominikowi, fabuła nabiera rozpędu i dużo się w niej dzieje. Ten fragment powieści, moim zdaniem, był najlepszy z całych dwóch tomów.

Plus dla autorki za to, że wyszła naprzeciw pragnieniom czytelników i na koniec umieściła Artura dokładnie w tej roli, w której byśmy go widzieli. Minus jednak dla Kai za to, jak zareagowała. Gdybym była na jej miejscu, nie przeszłabym nad tym, co zrobił, ot, tak, do porządku dziennego.

Jeżeli chodzi o końcówkę książki oraz o wątek listu od Marioli Jemioł… Cóż, opisałabym je jednym słowem: zakręcone. Nie można było dokładnie zrozumieć, o co w nich chodzi. Kto był dobry, kto zły, kim w tym wszystkim była babcia, a kim tajemnicza niewidoma… Nie będę jakoś bardzo się do tego czepiać, ale moim zdaniem można to było rozegrać po prostu lepiej. I znów kłania się ten zmarnowany potencjał pomysłu, o którym pisałam już w recenzji pierwszego tomu. W obu częściach „Nauczyciela tańca” zauważyłam niestety, że o ile większość idei ma naprawdę spory potencjał, o tyle z jego wykorzystaniem jest duży problem. Mam nadzieję, że innych książek autorki nie odbiorę już w ten sam sposób.

Ogólne przesłanie powieści jednak wynagradza większość niedociągnięć – historia pokazuje bowiem, jak duży wpływ na człowieka, jego charakter i postępowanie ma jego dzieciństwo i rodzina. Wielokrotnie współczułam Dominikowi rzeczy, których musiał doświadczyć i zastanawiałam się, ile jest na świecie podobnych osób. Oby jak najmniej było na świecie takich ludzi jak Mariola Jemioł i opiekunowie Dominika, a jak najwięcej dobrych i dbających o zależne od nich dzieci. Oba tomy „Nauczyciela tańca” pokazują, że doświadczenia z młodości towarzyszą nam przez całe życie, a jeżeli w dzieciństwie doświadczymy złych rzeczy, to bardzo trudno jest nam potem wyzwolić się spod ich destrukcyjnego wpływu. Mam nadzieję, że Dominikowi i innym osobom, które naznaczone są nieszczęśliwym dzieciństwem uda się jeszcze znaleźć swój happy end.

Podsumowując, „Nauczyciel tańca. Rewolta” ma swoje wady i zalety, chociaż za przesłanie należy autorkę pochwalić. Jeżeli lubicie ten rodzaj literatury, z pewnością się nie zawiedziecie. A kto wie, może Anna Dąbrowska swoją najnowszą powieścią zmotywuje kogoś do jego osobistej rewolty?

 

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu „Lira”.

Napisz komentarz