Autor: Małgorzata Falkowska Gatunek: ,
Ocena

Książek o miłości jest naprawdę sporo, dlatego niełatwo przedstawić sprawę ciekawie i niepowtarzalnie, tak, żeby po przeczytaniu ktoś nie powiedział: „To już było!”. Wiadomo, że wszystko powinno zakończyć się happy andem, aczkolwiek współcześnie się już od tej opcji odchodzi. Coraz więcej powieści kończy się tragedią. Piękna miłość, najlepiej z rozstaniem w międzyczasie, które koniec końców jeszcze bardziej tych ludzi do siebie zbliży. Ten schemat większość czytelniczek zna na pamięć i opisze go nawet znienacka obudzona w środku nocy. Z ulgą i radością przyjęłam więc odmianę.

Bernadetta (Berka) ma dwadzieścia osiem lat, przemiłego współlokatora i obawia się, że zostanie starą panną. Jednak gdy na imprezie sylwestrowej w towarzystwie swoich przyjaciółek, już w stanie nietrzeźwości, oznajmia, iż jej postanowieniem noworocznym jest wyjście za mąż, nie ma odwrotu. Berka, odzyskawszy jako taką przytomność, z przerażeniem orientuje się, że pozostały jej już tylko 364 dni na znalezienie narzeczonego i zaciągnięcie go do ołtarza. Jednak nie byłaby sobą, gdyby się poddała. Rozpoczyna intensywne poszukiwania swojej drugiej połówki, a każdy napotkany mężczyzna może potencjalnie okazać się tym właściwym.

Moje pierwsze skojarzenie tuż po rozpoczęciu lektury było takie: Bernadetta to polska Bridget Jones. Na dobrą sprawę wiele komedii romantycznych ma w sobie coś z Bridget, ale akurat Berka naprawdę bardzo mi ją przypominała. Zabawne perypetie głównej bohaterki i kolejni potencjalni kandydaci na mężów, okazujący się totalnymi pomyłkami – wszystko to sprawia, że książkę naprawdę bardzo miło się czyta. Nieraz zastanawiałam się, skąd Małgorzata Falkowska wzięła tyle pomysłów na postacie mężczyzn, których spotykała Berka. Duża wyobraźnia, poczucie humoru i dystans do siebie – sądzę, że właśnie tymi cechami odznacza się autorka. Tak genialnych, realistycznych bohaterów nie da się stworzyć inaczej.

Z książki wyłania się też piękny obraz miłości (już z tym jedynym). Randki i piękny czas narzeczeństwa – aż miło wreszcie przeczytać, że miłość nie jest tylko problemem, ale też przyczyną radości. W większości powieści, zanim dane osoby dojrzały do poważnego związku, musiały przejść przez straszny kryzys, zazwyczaj okupiony morzem łez dziewczyny. A w „Mężu potrzebnym na już”… czegoś takiego nie było. Oczywiście pojawiały się momenty, w których Berka wpadała w przysłowiowy „dołek”, ale zawsze były one opisane z tak dużą dawką humoru, że w ogóle nie uważałam tych chwil za smutne.

Książkę polecam wszystkim kobietom, które chcą się trochę pośmiać, ale w szczególności przyszłym żonom. Nie wiem, czy autorka opisała własne doświadczenia, czy była to tylko fikcja literacka, ale tak czy siak stworzył się humorystyczny przewodnik po organizacji wesela. Załatwianie formalności w urzędach, kancelariach parafialnych, restauracjach, sklepach ze strojami ślubnymi, a nawet z własną rodziną! Panom również polecam tę powieść jako instruktaż, w jaki sposób można zdobyć serce kobiety. Oczywiście, dostosujcie sposoby do kobiety, nie na każdą podziała to samo 😉 . Ale jedno przesłanie jest jasne: nie przebojem, ale przyjaźnią i delikatnością. Wzajemne zaufanie i przyjaźń – to są rzeczy najważniejsze nie tylko w związku, ale też w całym życiu.

Autorka uczy nas także, że często to, czego szukamy, mamy pod samym nosem. Wystarczy to tylko dostrzec i docenić. Poza tym, powieść może nam dodać wiary w siebie i nasze postanowienia noworoczne. Nawet najbardziej szalone mogą się spełnić, więc nie bójmy się marzyć!

Kilka rzeczy w książce mnie nie zachwyciło. Na przykład braki czysto techniczne, tu literówka, tu brak kropki czy przecinka. To może się zdarzyć, ale jak dla mnie było takich „kwiatków” za wiele. Kolejna sprawa to błąd logiczny, który może nie jest znaczący, ale zauważalny: mylenie imienia nowej partnerki ojca Berki. Raz pojawiała się Milena, innym razem Martyna.

W pewnym momencie miałam wrażenie, że coś za łatwo poszło (nie spojlerując – ten, kto przeczyta, będzie wiedział, o co chodzi). Taki rozdźwięk między opisywanymi trudami życia, a późniejszą idyllą. Nie mam pojęcia, czy było to zamierzone, czy nie. Być może autorka chciała pokazać, że prawdziwa miłość zmienia w naszym życiu wszystko.

Nie zważając na wady powieści, które można każdemu wytknąć zawsze, chciałabym Wam „Męża…” serdecznie polecić. Nie ubawiłam się tak przy książce już od jakiegoś czasu. Życzę Wam, moje drogie Czytelniczki, Czytelnicy, takiego szczęśliwego zakończenia w życiu. Niech Wam się spełnią nawet najbardziej szalone marzenia!

 

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję autorce, Małgorzacie Falkowskiej.

Napisz komentarz