Autor: Beata Gołembiowska Gatunek: ,
Ocena

W życiu zdarzają się najróżniejsze sytuacje, często trudne, powodowane błędami popełnionymi w przeszłości. Czasami nie ma już wyjścia, trzeba zmagać się każdego dnia z własnym sumieniem i rozstrzygać na nowo, czy powinniśmy wyznać prawdę i zranić bliską osobę, czy ranić tylko siebie…

Jola to pasjonatka arachnologii, zwariowana biolożka. Dobiega pięćdziesiątki i dopiero wtedy orientuje się, że do szczęścia nie wystarczą jej same zwierzęta i studenci, z którymi prowadzi zajęcia. Że pragnie założyć rodzinę, mieć męża i gromadkę dzieci. Gdy poznaje Jędrka, przystojnego artystę, górala, dostrzega swoją szansę i zaczyna myśleć, że może jeszcze nie jest za późno na spełnienie marzeń…

Michalina to leciwa już matka Joli. Nie czerpie żadnej radości z życia, nie wierzy w miłość, nie chce przywiązywać się do żadnej żywej istoty (poza ukochanym psem) w obawie przed tym, że i tak zostanie opuszczona. Głęboko w sercu ukrywa zranienia z przeszłości – utratę rodziny podczas wojny, brak męża, strata najbliższej i jedynej przyjaciółki, niespełnione ambicje. Terroryzuje swoją córkę, jest przeciwna wszystkim jej związkom i wyjazdom, jest gotowa uciec się do wszystkiego, byle tylko nie zostać sama.

Wanda to przyjaciółka Joli, na pozór idealna. Jednak gdy pozna się ją bardziej, widać rysy na jej perfekcyjnym wizerunku. Nieszczęśliwa, trwa dzielnie przy mężu alkoholiku przez wzgląd na dzieci. Postanawia wprowadzić drastyczne zmiany w swoim życiu, a początkiem tej metamorfozy będzie wyjazd w Tatry.

Hela to teściowa Joli, góralka, posiadająca niesamowity talent do malowania na szkle. Jej obrazy skrywają pewną tajemnicę z przeszłości, tajemnicę cierpienia i niespełnionego uczucia, więc są pilnie strzeżone i ukrywane przez ich autorkę.

Poznajemy także wielu mężczyzn, przede wszystkim Jędrka, niemogącego uporać się z traumą po śmierci pierwszej żony, ale także Adama, Michała, Marcina i już świętej pamięci Bartka. Zmagają się (lub zmagali) z ranami tak głębokimi, że wydaje się, iż nic i nikt nie jest w stanie ich zabliźnić. Czy bohaterowie w końcu znajdą ukojenie w cierpieniu, a ich losy nareszcie ułożą się pomyślnie?

Książka bardzo mi się podobała. Przeczytałam ją szybko, a jej klimat i symbolika, które w dużej mierze oddaje okładka, naprawdę mnie zachwyciły. Góralskie elementy – gwara, krajobrazy, drewniane chaty, piękne dolinki, obrazy na szkle – są źródłem niesamowitej aury powieści; czynią ją oryginalną i, mówiąc potocznie, „nie do podrobienia”.

Ukazanych jest wiele problemów, a jednym z nich jest trauma po śmierci ukochanej żony. Sprawa jest także przedstawiona od drugiej strony, a mianowicie: jakie niedogodności niesie ze sobą ślub z wdowcem. Z czym musi zmierzyć się kobieta wychodząca za wciąż rozpaczającego po zmarłej ukochanej mężczyznę i jak niezwykłej siły psychicznej wymaga często taka sytuacja.

Drugim istotnym wątkiem jest matka-terrorystka, jakkolwiek śmiesznie może to sformułowanie zabrzmieć. Matki boją się samotności, tego, że przestaną się liczyć dla swoich dzieci – to normalne, ale czasami nie są w stanie zapanować nad tym lękiem i osiąga on rozmiary wręcz nie do przyjęcia. Jola, która przez takie zachowanie matki nie założyła wcześniej rodziny i nie spełniła swoich marzeń, może to zrobić dopiero po śmierci matki – i to jest bardzo przykre.

Powieść pokazuje, że każdy ma swoje tajemnice/problemy, które dźwiga i którymi niekoniecznie chce się dzielić. Takie „trupy w szafie” potrafią przeszkadzać w relacjach międzyludzkich, czego przykładem jest praktycznie każdy z bohaterów „Malowanek…”.

Tak jak postępowanie Michaliny, zachowanie wielu osób ma swoje źródło w przeszłości, dlatego nie powinniśmy nikogo oceniać przedwcześnie. Gdy poznałam historię Michaliny, spojrzałam przychylniej i z dużą dozą zrozumienia na jej dziwactwa.

Książka opowiada o trudnej miłości, ale, w odróżnieniu od wielu lektur pojawiających się obecnie na rynku, nie tylko tej z podtekstem erotycznym. W „Malowankach…” większość spraw pozostaje w sferze czysto uczuciowej, „w głowie”, a nie w sferze cielesnej. Brawo dla autorki za tak realistyczne ukazanie wszystkich historii bez użycia dokładnych opisów rodem z książek 18+. Da się? Da się!

Jedyne, co mi się w powieści nie podobało, to zachowania Joli wobec Simy. Rozumiem jej (z pozoru irracjonalny) żal do psa, ale jednak zwierzę to zwierzę i niczemu nie jest winne. Jest w stu procentach zależne od człowieka i traktowanie go źle, tak jak robiła to Jola przez większość czasu, jest dla mnie smutne i wręcz nie do zniesienia.

W mojej opinii, „Malowanki na szkle” powinny być znane większej ilości czytelników. Zasługują na to i mają ogromny potencjał. Brawa dla autorki!

 

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję autorce, Beacie Gołembiowskiej.

komentarze 2.

  1. Natalia jest najmłodszą recenzentką mojej powieści. Cieszę się, że powieść ją wciągnęła i że odnalazła w niej interesujące wątki. Natalio, bardzo mądrze i dojrzale piszesz. I to nie dlatego tak cię chwalę, że napisałaś pozytywną recenzję mojej książki, ale podoba mi się twój język i trafność przemyśleń.
    Bardzo dziękuję za recenzję!

    • Natalia Świerczyńska pisze:

      Bardzo dziękuję za komplementy 🙂 Cieszę się, że recenzja się podoba. Jeszcze raz gratuluję wspaniałej powieści!

Napisz komentarz