Autor: Ewa Bauer Gatunek: , , ,
Ocena

Czasem, gdy już wydaje nam się, że nasza sytuacja jest stabilna, a wydarzenia mogą zmierzać jedynie ku lepszemu, niespodziewanie los potrafi nas zaskoczyć. Spłatać figla, pokazać, jak niewielki wpływ mamy na to, co się wokół nas dzieje… Jak nasze decyzje, które jakiś czas temu wydawały się odpowiednie, dzisiaj stają się zgubne…

Anna, którą poznaliśmy w „W nadziei na lepsze jutro”, jest w trakcie rozwodu z mężem, Robertem. Uważa, że mężczyzna ponownie ją zdradził i okłamał. Nie daje mu nawet szansy na wytłumaczenie się. Wyprowadza się do przyjaciela, z którym z czasem zaczyna łączyć ją coś więcej. Michał wydaje jej się ucieleśnieniem wszystkich marzeń, wyobrażeń o idealnym mężczyźnie. Jest czuły, pomocny, troszczy się o nią i jej synów, poświęca jej czas i uwagę, której tak brakowało jej ze strony Roberta. Problem w tym, że mężczyzna nie lubi rozmawiać o sobie i swojej przeszłości, wskutek czego Anna bardzo mało o nim wie. Zbyt mało, aby mogła trafnie ocenić sytuację. Wie tylko, że była dziewczyna Michała, Nastka, popełniła samobójstwo. Jednak gdy podczas sprawy rozwodowej wychodzą na jaw kolejne fakty, które zachwieją światopoglądem Anny, nic już nie wydaje się takie, jakie było wcześniej. Czy Michał rzeczywiście jest tym, na kogo pozuje, czy może kimś zupełnie innym? Jakie decyzje będzie musiała podjąć Anna, mając na uwadze dobro swoje i dzieci?

Książka ogólnie mi się podobała, była chyba jeszcze bardziej wciągająca niż „W nadziei na lepsze jutro”. I chyba nawet ciut bardziej przypadła mi do gustu.

Słówko o bohaterach: niestety przez większość książki Anna niesamowicie mnie irytowała. Wiem, że to nie tylko moje wrażenie. Zachowywała się naprawdę irracjonalnie jak na kobietę w jej wieku. Rozumiem, że uczucia potrafią człowieka otumanić, zaślepić. Ale wyprowadzanie się od męża z powodu przeczytania TYTUŁU maila to już lekka przesada. Pal diabli, gdyby chodziło tylko o nią, ale przecież były jeszcze dzieci… Burzenie im poukładanego świata tylko ze względu na własne wątpliwości… Tak, wątpliwości, bo w rzeczywistości sytuacja wyglądała zupełnie inaczej niż się kobiecie wydawało. W dodatku potem Anna uwikłała się w tak trudną i niebezpieczną sprawę, że można było tylko współczuć i płakać nad jej zaślepieniem i brakiem życiowej inteligencji. Na szczęście w ostatniej części lektury bohaterce spadły klapki z oczu, przejrzała i zrozumiała, jak powinna postąpić. Dlatego też finalnie odzyskałam do niej sympatię, a nawet zaczęłam podziwiać ją za niektóre decyzje.

Co do Roberta… Może niektórzy się teraz zdziwią, ale było mi go żal. Tak, żal. Możliwe, że dlatego, iż wiedziałam, jaka jest prawda o sytuacji, która doprowadziła do rozpadu jego małżeństwa. Z przykrością obserwowałam zaciekłe poczynania Anny co do niego, bo uważałam (i nadal uważam), że ten konflikt dałoby się rozwiązać inaczej. Rozmową.

No właśnie… Wydaje mi się, że autorka chciała pokazać czytelnikom, jak ważna w życiu jest rozmowa. Jak wielu nieporozumieniom i tragicznym wydarzeniom udałoby się zapobiec, gdyby bohaterowie po prostu usiedli i porozmawiali ze sobą, wyjaśnili budzące wątpliwość sprawy. Prawdopodobnie nie doszłoby do tylu tragedii, ale wtedy cała historia nie miałaby miejsca, bo można by ją zakończyć właściwie już po kilku stronach. Ewa Bauer chyba celowo tak poprowadziła akcję, aby ukazać, ilu strasznym rzeczom Anna i Robert daliby radę zapobiec, gdyby… zwyczajnie się skomunikowali.

Kolejnym istotnym wątkiem jest podejmowanie przemyślanych decyzji. Zapewne Annie wydawało się, że bardzo gruntownie wszystko przemyślała, ale jednak, patrząc z boku, widzimy, iż działała cały czas pod wpływem emocji. Gdyby poczekała aż się one wyciszą, podjęła ważne decyzje na spokojnie, może nie musiałaby potem tyle cierpieć.

Inną uwagą, którą w zakamuflowany sposób kieruje do czytelników autorka, jest to, że trzeba uważać na ludzi, którymi się otaczamy, z którymi się wiążemy. Przykład Anny pokazuje, jak bardzo można się w stosunku do kogoś pomylić, dlatego ważne jest jak najdokładniejsze poznanie danej osoby i faktów z jej przeszłości. Naturalnie niektórym wydarzeniom nie damy rady zapobiec, ale lepiej dmuchać na zimne.

Ogromne brawa dla Ewy Bauer także za umiejętne przedstawienie przemiany Michała… Lub zmiany postrzegania jego i jego cech przez Annę. Czy to Michał się zmieniał, czy to Anna stopniowo przejrzała na oczy, prawdopodobnie się nie dowiemy. W każdym razie najważniejsze, że nie stało się to ze strony na stronę, ale stopniowo. Owa przemiana na szczęście nie stanowiła przysłowiowego „kubła zimnej wody” na głowę czytelnika.

Wątek kryminalny, który autorka wplotła w powieść, jest dosyć ciekawy i nieprzewidywalny. Może nie jest to poziom najwyższej klasy thrillera, ale przecież koneserzy tego gatunku raczej sięgnęliby po inną książkę. Ja natomiast, jako że nie jestem wielbicielką strasznych scen, czuję się usatysfakcjonowana. Interesujący pomysł, aby urozmaicić fabułę i nadać jej niespodziewany, oryginalny bieg.

Ciekawe były również opisy rozpraw sądowych i metody działań sędziów i policjantów. Wszystko było wiarygodne ze względu na prawnicze wykształcenie autorki. Jeśli ktoś chciałby dowiedzieć się czegoś więcej o postępowaniu w poszczególnych przypadkach, zdecydowanie powinien sięgnąć po „Kruchość jutra”.

Duży plus także za umieszczenie akcji w Barcelonie i wiarygodne opisy miasta i miejscowych zwyczajów. Chociaż mojemu sercu bliższe są raczej kraje niemieckojęzyczne, o Hiszpanii zwykle też czytam z chęcią. O ile jest ona umiejętnie opisana, co, wbrew pozorom, nie zdarza się aż tak często.

Podsumowując, autorka umie budować napięcie i w ciekawy sposób prowadzi akcję. Z chęcią sięgnę po trzecią część trylogii „Kolory uczuć”. Bardzo przyjemnie czyta się te książki, stanowią idealną odskocznię od codziennych spraw, nauki lub pracy. Jeżeli lubicie tego typu lektury, to z pewnością się nie zawiedziecie.

 

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu „Szara Godzina”.

Napisz komentarz