Autor: Magdalena Trubowicz Gatunek: ,
Ocena

Po wielu przykrych doświadczeniach można przestać wierzyć w miłość. Postanowić, że już nigdy nie nawiąże się bliższego kontaktu z płcią przeciwną. Zamknąć się w sobie i przyrzec, że do grobowej deski będziemy samotni. A wtedy… No cóż, los może mieć wobec nas inne plany.
Wanda dopiero przekroczyła czterdziestkę, a już ma za sobą dwa rozwody. Jej ostatnie małżeństwo trwało dwadzieścia lat, a jego owocem był, obecnie szesnastoletni, syn o imieniu Kuba. Mąż wszedł jednak w kryzys wieku średniego i postanowił uatrakcyjnić sobie życie znalezieniem kochanki, z którą przyłapała go Wanda. Teraz kobieta zaczyna wszystko od nowa, tylko w towarzystwie syna. Ponieważ jednak oszczędności szybko się rozchodzą, koniecznością staje się znalezienie pracy. Wanda ima się różnych zajęć, ale żadne z nich jej do końca nie zadowala. I w chwili, gdy jest już na skraju załamania, dostaje osobliwą ofertę: praca w biurze matrymonialnym „Kupidyn w spódnicy”. Początkowo podchodzi do tego pomysłu nieufnie, z czasem jej podejście się zmienia. Właścicielka biura niespodziewanie umiera, a Wanda musi przejąć wszystkie obowiązki. Czy podoła temu zadaniu? I czy sama odnajdzie wreszcie tego jedynego, właściwego mężczyznę?
Książka okazała się zupełnie inna niż się spodziewałam – dużo lepsza. Myślałam, że będzie to ckliwa, banalna historyjka jakich teraz wiele. Na szczęście się myliłam.
Najważniejszą rolę w fabule odgrywa oczywiście miłość i jej poszukiwanie. Jakżeby inaczej, skoro biuro matrymonialne jest głównym miejscem akcji. Nie ma w tym jednak ani grama kiczu czy fałszu. Wszystko jest umiejętnie opowiedziane, tak, że czytelnik po zakończeniu lektury wpada w lekko refleksyjny nastrój. Ma ochotę rozmyślać nad miłością, jej nieuchwytnością i niezwykłością.
Motyw biura matrymonialnego pozwolił autorce zawrzeć w powieści tezę, że każdy zasługuje na to, aby kochać i być kochanym. Niezależnie od wieku, urody czy stanu konta. Niezależnie od tego, czy jest się rozwodnikiem, wdowcem czy nastolatkiem, dopiero poszukującym drugiej połówki.
Poruszony jest także temat przeznaczenia, tego, czy faktycznie jest ono obecne w naszym życiu i steruje naszymi czynami, doprowadzając wreszcie do zaplanowanego od dawna zakończenia. Jednoznacznej odpowiedzi nie otrzymujemy; każdy ma szansę sam zdecydować, mając za materiał do analizy historię Wandy. Autorka przedstawia tylko argumenty „za” i „przeciw”, umiejętnie włożone w usta bohaterów.
Jednym z ważniejszych wątków w powieści jest także rozwód. Trudny temat, ale Magdalena Trubowicz w swoim dziele nikogo nie ocenia, nie piętnuje. Pokazuje natomiast, z dużą dozą humoru, że nawet te najbardziej przykre i upokarzające zdarzenia mogą być początkiem nowego, lepszego rozdziału w naszym życiu. Dlatego nie warto się poddawać. Trzeba zawsze iść do przodu, z podniesioną głową.
Ukazana jest również mądrość starszych osób. Właściwie niepozorna pani Czesia odegrała dużą rolę w życiu Wandy, doradzając jej i dzieląc się własnymi doświadczeniami. Autorka w ten sposób chyba chciała nam pokazać, że powinniśmy traktować seniorów z ogromnym, należnym im szacunkiem i starać się czasem zrobić dla nich coś dobrego. Nawet, jeśli pomocy będzie potrzebować nieznana nam dotychczas sąsiadka, powinniśmy się przełamać i pomóc. A to jedno drobne zdarzenie może okazać się początkiem przełomu w naszym życiu, tak jak to było w przypadku Wandy.
Magdalena Trubowicz w swojej książce obala też krzywdzące stereotypy dotyczące młodzieży. Kuba, syn głównej bohaterki, swoim zachowaniem zaprzecza praktycznie każdemu stereotypowi, każdej łatce, którą ludzie niesłusznie przyklejają młodym. Jestem za to autorce niezwykle wdzięczna.
Oczywiście wszystko opisane jest z przymrużeniem oka, nieraz serdecznie się uśmiałam, zapoznając się z perypetiami Wandy. Część jej przygód skojarzyła mi się z Bridget Jones, którą wszyscy doskonale znają i kochają. „Kącik zagubionych serc” to miła odmiana po poważnych lekturach, przy których nie sposób nawet unieść w górę kącika ust. Brawo dla autorki, że umiała ukazać poważne tematy w wesoły sposób.
Jedyne zastrzeżenie, które posiadam w stosunku do książki, to to, że za mało było w niej Piotra i Wandy. Zdecydowanie bardziej rozwinęłabym ten wątek, bo mógłby przynieść czytelnikom jeszcze więcej wspaniałych emocji.
Naturalnie muszę także pochwalić grafików, którzy stworzyli tę niesamowitą okładkę. Jest naprawdę cudowna. Może wstyd się przyznać, ale gdybym weszła do księgarni i zobaczyła w niej powieść z taką okładką, kupiłabym ją nawet bez przeczytania opisu. A mówią, nie oceniaj książki po okładce…
Podsumowując, „Kącik zagubionych serc” to naprawdę wspaniała lektura. Zabawna, przyjemna, a przy tym mądra. Czego chcieć więcej? Bardzo polecam, zwłaszcza, że wielkimi krokami zbliża się majówka i należy wyposażyć się w ciekawą książkę…

 

Tę recenzję znajdziecie także na portalu biblionetka.pl .

komentarze 2.

  1. Anna napisał(a):

    Bardzo inspirująca recenzja! Chętnie zjrzę do tej powieści. Pozdrawiam serdecznie:)

Napisz komentarz