Autor: Greta Gulsen Gatunek:
Ocena

Choroby dotykają każdego z nas i niestety często są poważne, niedające szans na wyleczenie. Medycyna ciągle się rozwija, ale to niekoniecznie wystarcza. I w tym gąszczu niepowodzeń najważniejsze jest jedno: umiejętność czerpania z życia pełnymi garściami.

Laura to młoda lekarka, odbywająca staż w sopockim szpitalu. Ma za sobą trudną przeszłość, dzieciństwo w domu dziecka, nieudane, destrukcyjne związki i kilka innych nieszczęść, o których dowiadujemy się pod koniec lektury. W nowej pracy kobieta spotyka sporo osób, które tak jak ona mają problemy i próbują sobie poradzić. Z drugiej strony są pacjenci, których tragedie to ciosy w serca lekarzy. Jeszcze gorsze jest, gdy nie można pacjentom nijak pomóc, a jedynie bezradnie patrzeć na ich cierpienie. Dlatego jasne przesłanie brzmi: szanuj swoje życie i ciesz się nim, bo nie każdemu dane jest wyzdrowieć i odrodzić się niczym Feniks z Popiołów.

Jestem pasjonatką medycyny i to chyba obietnica, że wątek medyczny będzie jednym z głównych skłoniła mnie do sięgnięcia po tę książkę. Dodatkowo uważam, że należy wspierać rodzimych twórców, więc gdy zorientowałam się, że Greta Gulsen to tak naprawdę debiutująca pod pseudonimem polska pisarka – nie było odwrotu. Musiałam zapoznać się z jej dziełem.

Ciekawa wydała mi się koncepcja ukazania przede wszystkim życia pracowników szpitala, a dopiero potem pacjentów. Zwykle jest odwrotnie i to chorzy grają pierwsze skrzypce, a lekarze i pielęgniarki są zlewani w jedną, szarą masę, z której nikt się nie wyróżnia. A tak w rzeczywistości przecież nie jest. Za każdą decyzją, operacją, podanym lekiem, przepisaną receptą czy skierowaniem stoi człowiek. Zupełnie normalny, z krwi i kości, który sam ma problemy, uczucia, który sam choruje. Laura jest tego idealnym przykładem. Dziewczyna chorująca na serce, dźwigająca na plecach bagaż doświadczeń, którego nie da się zrzucić.

Trochę nieprawdopodobne wydawało mi jednak się zachowanie niektórych postaci, zwłaszcza na sali operacyjnej. Wątpię, żeby w rzeczywistości tak zupełnie bez echa przeszedł fakt, że ginekolog wpuścił na zabieg laparoskopii aktora, przygotowującego się do roli chirurga, który, jeszcze zanim operacja się na dobre rozpoczęła, zaczął wprowadzać zamęt i jak gdyby nigdy nic przekomarzać się z asystującą lekarką. Nie sądzę, aby w realnym życiu lekarka miała czas i ochotę wdzięczyć się do kogokolwiek (obojętnie, aktora czy innego lekarza) na sali operacyjnej. Niektóre zachowania były po prostu ze strony medyków nieodpowiedzialne, więc na przyszłość, w kolejnej książce, radziłabym zredukować liczbę tego typu dyskusyjnych zdarzeń.

Co do bohaterów, polubiłam Laurę, chociaż momentami była ona zbyt płaczliwa i rozedrgana emocjonalnie, ale zrzuciłam to na karb jej słabego zdrowia. Sympatią mimowolnie obdarzyłam także Federico, więc żałuję, że jego udział w fabule zakończył się właśnie tak, a nie inaczej. Koledzy Laury z pracy również zostali przedstawieni dość prawdziwie, poza wyżej opisanymi scenami. Generalnie Greta Gulsen konstruuje postacie w ciekawy sposób; są one bardzo barwne i na pewno czytelnik szybko ich nie zapomni.

Miałam tylko zastrzeżenie co do ilości przeszczepów serca, zawartych w powieści. Wszystko rozumiem, ale żeby na tak małym obszarze znalazło się aż tyle osób, wymagających pilnego przeszczepu serca? Toż to się „kupy” nie trzyma.

Kolejną sprawą jest mnogość tragedii i uśmiercanych bohaterów. Przestałam liczyć, ale podejrzewam, że uzbierałoby się ich z kilkunastu. I oni albo umierali z powodów kompletnie niepasujących do klimatu powieści, albo chorowali ciężko, cierpiąc na dość nieprawdopodobne przypadłości.

Oczywiście wybaczam te drobne potknięcia autorce, głównie ze względu na to, że jest to jej debiut. Ogólnie powieść jest interesująca; dla mnie nic nie zastąpi medycyny. Wątki medyczne, choćby najdrobniejsze, powinny według mnie znajdować się w każdej książce. Przesłanie powieści jest dość oczywiste, o czym już wcześniej wspominałam: warto czerpać z życia pełnymi garściami, cieszyć się nim, póki możemy, bo nie każdemu dane jest odrodzić się jak Feniks z Popiołów. Trzeba pamiętać, że możemy znaleźć się zarówno w tej „odrodzonej” grupie, jak i w tej, której niestety nie będzie to dane. Dlatego nie wolno nam uronić ani jednego momentu, ani jednej sekundy z życia. Każdą trzeba wykorzystać dobrze, tak, aby tego potem nie żałować i nie mieć do siebie pretensji.

Tak więc powieść tę polecam każdemu, kto ma ochotę na odrobinę refleksji, a nie przeszkadza mu spora ilość dramatów oraz wątki medyczne. A Grecie Gulsen życzę dalszego rozwoju i sukcesów na rynku wydawniczym. Wierzę, że kiedyś osiągnie Pani ogromny sukces!

 

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję autorce, Pani Grecie Gulsen.

Napisz komentarz