Autor: Cath Crowley Gatunek:
Ocena

Do czego może nas zaprowadzić pragnienie wolności i miłości? Co wtedy, gdy jesteśmy zbyt nieśmiali, aby zdobyć się na coś więcej niż działanie w ukryciu? A przede wszystkim, czy pogoń za marzeniami ma sens?
Jedna noc, podczas której wiele może się wydarzyć. Ed, pełen kompleksów nastolatek z kłopotami finansowymi, zafascynowany sztuką. Leo, jego przyjaciel, niezwykle utalentowany językowo, piszący piękne wiersze i ciągle leczący rany po nieudanym związku. Lucy, dziewczyna z wielkimi marzeniami, której pasją jest wyrabianie szkła. Jej głównym celem jest odnalezienie Shadowa, najbardziej utalentowanego grafficiarza w mieście, którego tożsamości nie zna prawie nikt. Shadow jednak nie działa sam. Niemal zawsze towarzyszy mu Poeta, umieszczający na murach swoje wiersze. Lucy wierzy, że Shadow to jej wyśniony chłopak, tak jak ona żyjący sztuką. Nie przewiduje jednak, jak bardzo może ją zmienić jedna noc, spędzona w towarzystwie przyjaciółek oraz Eda i Leo. A postacie Shadowa i Poety… no cóż, dają dwóm osobom wolność i drugą tożsamość, dzięki której choć przez chwilę mogą być naprawdę sobą. Czy tajemnice wyjaśnią się, czy też do końca pozostaną sekretami? Czy bohaterowie odnajdą miłość i akceptację, której pragną?
Sięgając po tę powieść, nie miałam pojęcia, czego się spodziewać. Chciałam zapoznać się z dobrym przedstawicielem literatury młodzieżowej, ale nie wiedziałam o nim praktycznie nic. Opis fabuły także niewiele mi wyjaśnił. Do lektury przystąpiłam więc praktycznie całkowicie w ciemno.
„Graffiti Moon” to pozycja, która porusza niemal wszystkie istotne dla młodych ludzi tematy. Rozstanie rodziców, brak akceptacji przez rówieśników, kompleksy, brak pieniędzy, nieudane związki, poszukiwanie miłości. Autorka skonstruowała postacie w taki sposób, że każda z nich wydaje się realna; każdej z nich się współczuje i każdą z nich rozumie (przynajmniej po części).
Odniosłam wrażenie, że tak jak w większości młodzieżówek, lepiej wykreowani zostali bohaterowie męscy, zwłaszcza Ed. Jemu naprawdę nie mam nic do zarzucenia. Trochę inaczej sprawa przedstawia się w przypadku Lucy. Do niej mam ambiwalentny stosunek. Czasem wzbudzała moją sympatię, czasem irytację. Jej poszukiwania Shadowa i stwierdzenie, że tylko on jedyny (chociaż nigdy nawet go nie widziała) może dać jej szczęście, były ciut niedorzeczne. Rozumiem, że nastolatki nie zawsze zachowują się rozsądnie, ale bez przesady. Niemniej jednak rozwiązanie wątku zdobyło moje uznanie.
Cała powieść była klimatyczna, a pomysł, żeby wszystko wydarzyło się w trakcie jednej nocy – dobry. Niestety kilka scen przemocy fizycznej było opisanych nieco zbyt dokładnie (jak na moje nerwy) i powodowały, że miałam ochotę odłożyć książkę na dobre.
Jak to zwykle w młodzieżówkach bywa, zakończenie okazało się pozytywne. Sądzę, że poprzez taki obrót spraw autorka chciała pokazać, że zawsze jest wyjście z sytuacji, czasem wystarczy tylko troszeczkę na nie poczekać.
Urzekł mnie też sposób, w jaki Cath Crowley przedstawiła Shadowa i Poetę. [UWAGA, SPOJLER!] Fakt, że byli oni jakby „drugimi tożsamościami” Eda i Leo pozwolił na porównanie tych dwóch „wcieleń”. Wyszło na to, że Ed i Leo, gdy zmieniali się w Shadowa i Poetę stawali się odważniejsi, bardziej pewni siebie, a ich bagaż doświadczeń niemal znikał, pozwalając im na głębszy oddech. Do tego jasno widać, że czasem człowiekowi potrzeba takiej odskoczni, dzięki której może poczuć się naprawdę sobą.
Jeżeli macie ochotę na trochę nietypowego, trochę typowego przedstawiciela gatunku literatura młodzieżowa – sięgnijcie po „Graffiti Moon”. Ja tej książki ani nie polecam, ani nie odradzam. Jest dość specyficzna i dlatego musicie sami zdecydować, czy macie ochotę ją przeczytać. Ja ze swojej strony powiem tylko, że kilka momentów było pięknych, kilka trochę mniej.

 

Tę recenzję znajdziecie również na portalu biblionetka.pl .

Napisz komentarz