Autor: Lisa Glass Gatunek:
Ocena

Czasem każdy z nas zastanawia się, dlaczego bajki, zwłaszcza te klasyczne, jak „Kopciuszek” czy „Królewna Śnieżka”, kończą się w chwili, kiedy zakochani są świeżo poślubieni i zamierzają żyć długo i szczęśliwie. Odpowiedź jest banalnie prosta. Otóż gdybyśmy przyjrzeli się księżniczkom i ich ukochanym, mogłoby się okazać, że po spędzeniu kilku lat razem wcale już nie są tacy zakochani i beztroscy jak wcześniej. Lisa Glass przedstawia nam lekko unowocześnioną bajkę o Kopciuszku, w którego związku z księciem coś poszło nie tak jak powinno.

Iris Fox była zwyczajną dziewczyną z Kornwalii, kochającą surfowanie i swoje miasteczko. Gdy poznaje Zeke’a, wschodzącą gwiazdę surfingu, za którą ciągną się tłumy fanek i kontraktów sponsorskich, ale również nieciekawe historie z przeszłości, wszystko się zmienia. Nagle dziewczyna staje przed szansą spełnienia marzeń o zostaniu profesjonalną surferką. Mimo wątpliwości, wykorzystuje tę szansę, a oprócz wielu zawodów wygrywa także miłość. Z Zekiem jest jej cudownie; podróżują po całym świecie, a Iris zakosztowuje dorosłości – niestety nie tylko jej dobrej strony. To skrótowo opisane dwie poprzednie części cyklu o młodych surferach – „Błękit” i „Powiew”. Natomiast „Fala” to, jak pisałam wyżej, unowocześniona wersja nigdy niestworzonego zakończenia bajki o Kopciuszku. Iris bowiem rozstaje się z Zekiem i wraca do rodzinnego miasteczka. Tam musi zmierzyć się z demonami przeszłości, ale przynajmniej surfing znowu zaczyna sprawiać jej przyjemność. Nie to co ten zawodowy, który prawie zupełnie odebrał jej miłość do sportu. Jednak żadne dobre momenty nie trwają wiecznie, a rozterki powracają. Jak zakończą się losy Iris i Zeke’a? Czy była to prawdziwa miłość czy zwykły wakacyjny romans? Czy Kopciuszek, zwykła dziewczyna z prowincji, kochająca surfing, oraz jej książę, skrywający mroczne tajemnice gwiazdor, znajdą sposób, aby uratować swoje „i żyli długo i szczęśliwie”?

Napiszę bez ogródek: według mnie „Fala” to najsłabsza część tej trylogii. „Błękit” był fenomenalny, „Powiew” również, choć trochę mniej niż poprzednik. Natomiast „Fala”… Cóż, według mnie autorka nie miała za bardzo pomysłu na jeszcze jeden tom przygód tych bohaterów i po prostu pisała to, co w danej chwili przyszło jej do głowy, nie dbając o to, jakie będą tego konsekwencje.

Po pierwsze, niesamowicie irytowała mnie Iris. Rozstała się z Zekiem, ale za bardzo nie rozumiałam, dlaczego w ogóle to zrobiła. Twierdziła, że się wzajemnie ranili, ale tak naprawdę dopiero rozstanie potężnie zraniło obie strony. Idźmy dalej. Dziewczyna, chcąc zapomnieć o byłym chłopaku lub też udowodnić sobie, że jest w stanie żyć bez niego, zaciąga do łóżka najpierw swojego przyjaciela z dzieciństwa, a następnie byłego chłopaka (i nie mam tu na myśli Zeke’a), po czym dziwi się, że niektórzy nazywają ją puszczalską. W niektórych momentach miałam ochotę zaapelować do tej bohaterki: Hej, Iris, czy nie wiesz, że jeśli położysz się w łóżku z byłym chłopakiem prawie bez ubrań (!), to powodujesz sytuację co najmniej niezręczną dla obu stron (zwłaszcza, że Daniel ma już kolejną partnerkę)?! Kusiło mnie, aby wystosować taki apel, ponieważ sprawa wyglądała tak, że Iris była wręcz oburzona faktem, iż jej zupełnie niewinne (powiedzmy) działania zostały odebrane jako zaproszenie do czegoś więcej. No… proszę.

Oczywiście ta bohaterka ma też swoje dobre strony, a raczej zachowała niektóre dobre cechy z poprzednich książek. Przede wszystkim jest niesamowicie wysportowana i może dawać dobry przykład swoim czytelnikom. Tyle się mówi, że w dzisiejszych czasach ruch fizyczny jest zastępowany graniem w gry komputerowe… A Iris robi dokładnie odwrotnie. Przy każdej możliwej okazji surfuje, biega, jeździ na deskorolce, chodzi na siłownię. Pod tym względem można się na niej wzorować. I tylko pod tym.

Drugą rzeczą, która nie tylko mi się nie spodobała, ale wręcz mnie zniesmaczyła, były dziwaczne fantazje Kelly, przyjaciółki Iris. Otóż ta bohaterka, mimo posiadania chłopaka (i to nie byle jakiego, tylko brata Zeke’a), postanawia szukać dalej. I co odkrywa? Że prawdopodobnie jest biseksualna. Okay, nic mi do tego. Ale albo człowiek robi tak, albo siak. A Kelly postanowiła mieć wszystko i wszystkich i najlepiej zafundować sobie przysłowiowy „trójkącik”. Bo czemu nie? Uznała, że po co wybierać, skoro można jednocześnie być z kobietą i mężczyzną. Tutaj poznawać rodziców chłopaka, tutaj dziewczyny. I może po pewnym czasie wybrać. A może nie. Wszystko świetnie, tylko w ten sposób krzywdziła na przykład swojego chłopaka, który preferował stały związek z jedną osobą. Jasne, współczesna kultura przymyka oko na takie rzeczy, ale bez przesady. Intymnych szczegółów autorka mogła nam oszczędzić.

W całej tej historii było mi jedynie żal Zeke’a. Owszem, chłopak nie zawsze był szczery, nie zawsze robił wszystko dobrze i miał za sobą brudną przeszłość, ale sprawiał wrażenie naprawdę zakochanego w Iris. Szanował ją i starał się jakoś sobie wszystko poukładać. W pewnym momencie trochę się pogubił, ale moim zdaniem Iris powinna była wtedy mu pomóc, zamiast skupiać się wyłącznie na czubku własnego nosa, bo przy odrobinie pecha mogłaby już opłakiwać chłopaka.

Natomiast plus dla Lisy Glass za nieuciekanie od szczegółów dotyczących surfingu. Laik może się z tej książki nauczyć naprawdę wiele o tym sporcie. Zresztą sama autorka mieszka teraz w Kornwalii, w tym miasteczku, w którym umieściła akcję powieści; sama również surfuje, więc mam pewność, że wszystkie opisy są wiarygodne.

Chciałabym też pochwalić grafików wydawnictwa „Zielona Sowa” za piękną okładkę – spisali się świetnie przy projektowaniu okładek dla każdej z trzech części serii.

Cóż, coś się kończy, a coś zaczyna. Nie będzie kolejnego tomu przygód Iris i Zeke’a, chociaż patrząc na wątki pojawiające się w „Fali”… Może to lepiej, że autorka zajmie się teraz innymi pomysłami i napisze nową książkę. Sądzę, że to, co miało zostać powiedziane – zostało powiedziane i generalnie seria o młodych surferach była naprawdę sympatyczna, poza „Falą”, która wyszła Lisie Glass nieporównywalnie gorzej od innych jej dzieł. Ale generalnie przy „Błękicie” i „Powiewie” bawiłam się świetnie i mam nadzieję, że na polski rynek wejdą kolejne książki tej autorki. Czuję, że ma ona potencjał i chętnie zapoznam się z jej innymi utworami. Kto wie, może trafimy na kolejną perełkę?

 

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu „Zielona Sowa”.

Napisz komentarz