Autor: Eve Ainsworth Gatunek:
Ocena

Siedem dni… Tak niewiele, a zarazem tak dużo czasu… 168 godzin, kiedy można podjąć decyzję, zmieniającą wszystko, ale także 168 godzin, kiedy można kogoś całkowicie zniszczyć… Poznajcie Jess i Kez!

Jess to dziewczyna ładna, ale cierpiąca na nadwagę. W jej domu dobrze się nie dzieje – ojciec odszedł, matka pracuje w nocy, a w dzień jest tak zmęczona, że nie zauważa problemów swoich dwóch córek: Jess i Hollie (młodszej). Mają mało pieniędzy, na solidne zaopatrzenie lodówki starcza tylko wtedy, gdy mama dostanie wypłatę. Ojciec nie przelewa regularnych alimentów, w związku z czym naprawdę trudno jest połączyć koniec z końcem.

Z kolei Kez poznajemy jako dziewczynę rozpieszczoną, niekulturalną i już dorabiamy do tego teorię, że musi wobec tego mieć wspaniały dom, kochających rodziców i mnóstwo pieniędzy na swoje zachcianki. Tymczasem jest kompletnie inaczej – Kez sama jest ofiarą. W mieszkaniu chodzi na paluszkach, żeby tylko nie narazić się ojcu. Matka jest zastraszona, często bita, w związku z czym boi się stanąć po stronie Kez, co ma fatalne skutki.

Żeby się wyładować, uwolnić nagromadzone emocje, Kez, wraz ze swoją koleżanką, Marnie, zaczyna dręczyć swoją rówieśnicę, Jess. Zaczyna się od raniącego słowa „Oblech”. Potem jest już tylko gorzej…

Książka ma bardzo wciągającą, wartką akcję. Napisana jest w czasie teraźniejszym, przez co czytelnik może przeżywać wszystkie wydarzenia razem z bohaterami powieści, denerwując się wtedy, kiedy oni, śmiejąc się razem z nimi, płacząc razem z nimi. Przez użycie czasu teraźniejszego, akcja jest bardzo dynamiczna i sprawia, że czytelnik nie może się od niej oderwać.

Przyznam szczerze, że dość długo zwlekałam z napisaniem do wydawnictwa w sprawie udostępnienia egzemplarza recenzenckiego „7 dni”. Nie chciałam się frustrować ani czytać drastycznych historii o prześladowaniu w szkole, ponieważ sama widziałam takie historie i nie potrzebowałam zapoznawać się z nimi za pośrednictwem książki. Jednak po przeczytaniu „Zadurzenia”, moje zdanie się zmieniło. Zapragnęłam zapoznać się z bohaterami „7 dni”, dowiedzieć się, co autorka miała do przekazania. Bo że chciała coś przekazać, w to nie wątpiłam. Chciałam wyrobić sobie swoje zdanie na temat tej powieści. Ostatecznie przekonał mnie patronat honorowy Rzecznika Praw Dziecka, Marka Michalaka. Kiedy tylko otworzyłam książkę, wiedziałam, że to był dobry wybór.

Moje uczucia zmieniały się wraz z coraz lepszym poznawaniem Kez. Z początku tylko współczułam Jess, rozumiałam ją, niemal mogłam się wczuć w jej rolę. Kez była dla mnie tylko dręczycielką bez sumienia. Jednak kiedy razem z nią „weszłam” do jej domu, „poznałam” rodzinę, a zwłaszcza ojca, zrozumiałam, że ona również jest ofiarą. Że to, iż ktoś jest dręczycielem, najczęściej bierze się właśnie z tego, że sam jest ofiarą. Że każdy konflikt ma dwie strony, dwie różne osoby.

Niestety, powieść pokazuje też, że rzadko kiedy możemy liczyć na wsparcie ze strony nauczycieli. Widać to doskonale we fragmencie, gdzie Jess niemal modli się, aby nauczyciel nauk ścisłych zauważył, co ona przeżywa, pomógł jej, poradził coś. Określa to jedno zdanie ze strony 85, napisane wielkimi literami: „DLACZEGO ON NIECZEGO NIE WIDZI?”.

W notatce o autorce napisane jest: „Powieść Siedem dni wyrosła z przekonania, że każda historia ma dwie strony, a dręczyciele również mogą być ofiarami. Eve wiedziała, że chce pisać mocne, przejmujące powieści współczesne. Powieści, w których młodzi ludzie mogli odnaleźć swój świat. Ma nadzieję, że jej się to udało”. Odpowiedź brzmi: tak, udało się! I należą jej się za to ogromne podziękowania.

 

Książkę do przeczytania udostępniło wydawnictwo „Zielona Sowa”, za co bardzo dziękuję.

komentarze 2.

  1. Sylwia pisze:

    Doskonała recenzja! Książka także świetnie napisana przejmująca i dynamiczna. Powinna być lekturą szkolną! Pozdrawiam serdecznie, Sylwia

Napisz komentarz